DSS#18

Jeśli chcesz zobaczyć, jak naprawdę wygląda budowanie wydawnictwa od zera, ten odcinek jest obowiązkowy. Rahim opowiada o błędach, ryzyku, prawach i decyzjach, które zaważyły na całym biznesie.

Posłuchaj odcinka DSS#18 na YouTube →

Artykuły w Drugiej Stronie Sukcesu powstają na bazie rozmów z podcastu, ale nie są ich streszczeniem. To praktyczne rozwinięcie tematów, które padły w odcinku – tak, żeby przedsiębiorca mógł wyciągnąć z nich coś dla siebie.

W DSS#18 Rahim mówi rzeczy, które w biznesie wciąż są zaskakująco aktualne: nie wystarczy mieć pomysł, trzeba jeszcze ogarnąć prawa, dystrybucję, relacje, logistykę i pieniądze. A jeśli robisz coś niezależnie, musisz od początku myśleć jak właściciel, nie jak artysta żyjący nadzieją, że „jakoś to będzie”.

Najciekawsze w tej historii jest to, że nie zaczęła się od wielkiego finansowania ani świetnie przygotowanego planu. Zaczęła się od pracy, kombinowania, pożyczonych pieniędzy i bardzo prostego pytania: czy da się zrobić coś swojego bez oddawania sterów komuś większemu?

Od pracy na budowie do własnego biznesu: niezależne wydawnictwo nie bierze się z powietrza

Rahim przypomina, że jego pierwsze pieniądze nie przyszły z muzyki, tylko z roboty fizycznej. Budowa, rowy, później praca przy komputerach, sieciach, konfiguracjach i rozwiązywaniu problemów technicznych. To ważny detal, bo pokazuje coś, o czym wielu przedsiębiorców lubi zapominać: firma często rodzi się nie z marzenia, tylko z kompetencji zdobywanych latami.

W jego przypadku muzyka była pasją, ale zaplecze biznesowe i techniczne budowało się równolegle. Najpierw pojawiło się studio jako narzędzie do nagrywania własnych rzeczy, dopiero później przerodziło się ono w usługę dla innych, a jeszcze później w agencję artystyczno-wydawniczą. To naturalna ścieżka: najpierw rozwiązujesz swój własny problem, a dopiero potem okazuje się, że rynek też tego potrzebuje.

Dla przedsiębiorcy to bardzo konkretna lekcja. Jeśli chcesz zbudować niezależny projekt, nie zaczynaj od logo, strony i planu marketingowego. Zacznij od pytania:

  • jakiego problemu sam doświadczam,
  • co potrafię zrobić lepiej niż przeciętny człowiek,
  • jaką usługę lub produkt mogę najpierw zbudować dla siebie, a potem skomercjalizować.

Rahim nie mówi o „przedsiębiorczości” w modnym sensie. Mówi o praktyce. O tym, że najpierw umiał obsługiwać sprzęt, nagrywać, organizować przestrzeń i załatwiać sprawy, a dopiero potem z tego wszystkiego powstał model biznesowy.

Jak zbudować niezależne wydawnictwo od zera: najpierw kontrola, potem skala

W rozmowie najmocniej wybrzmiewa jedna rzecz: niezależność nie oznacza samotności, tylko kontrolę nad kierunkiem. Paktofonika i wcześniejsze składy funkcjonowały w czasach, kiedy rynek należał do dużych wytwórni. Majors rozdawały karty, a mniejsze podmioty musiały walczyć o każdą przestrzeń, każdą szansę, każdą półkę w sklepie.

Rahim bardzo jasno mówi, czego z zespołem nie chcieli: presji czasu w profesjonalnym studio, oddania pełnej kontroli nad decyzjami i sytuacji, w której artysta ma tylko wykonywać cudzy plan. Chcieli nagrywać wtedy, kiedy są gotowi. Chcieli mieć wpływ na okładki, teledyski, wizerunek i finalny kształt utworów. To nie był kaprys. To był warunek sensownego działania.

Jeśli budujesz niezależne wydawnictwo, ta logika jest bezcenna. Najpierw trzeba ustalić, czego nie oddajesz nikomu. Na przykład:

  • praw do masterów i katalogu,
  • decyzji o czasie i formie premiery,
  • kontroli nad brandingiem i komunikacją,
  • prawa do decydowania, z kim w ogóle współpracujesz.

Największy błąd w niezależnym biznesie polega na tym, że z braku kapitału oddaje się za dużo na starcie. Rahim wprost przyznaje, że raz taki błąd popełnił i kosztował go on bardzo dużo. Właśnie dlatego później jego podejście było prostsze: uczciwe układy, czyste zasady, zero przymusu i maksimum kontroli nad tym, co naprawdę istotne.

Pożyczka 5 tys. zł i pierwszy album: mały budżet, duże ryzyko, prawdziwy test biznesu

Najbardziej symboliczny moment tej historii to pożyczka od mamy. 5 tys. zł miało wystarczyć na wydanie albumu, tłoczenie, teledysk i całą resztę. Dziś brzmi to jak budżet z innej epoki, ale właśnie dlatego ta historia jest tak cenna. Bo pokazuje, że na początku biznes nie wygląda jak biznes. Wygląda jak ryzyko, kombinowanie i bardzo twarde liczenie na to, że projekt się obroni.

W odcinku pada też ważny szczegół: ten budżet trzeba było spłacić, a później jeszcze zbudować kapitał na kolejny projekt. I to jest dokładnie ten moment, w którym wielu młodych twórców się wykłada. Myślą o jednym wydaniu, o jednej akcji, o jednym starcie. Tymczasem wydawnictwo, studio czy agencja działają dopiero wtedy, gdy pierwszy projekt finansuje następny.

Jeśli dziś startujesz z własnym niezależnym wydawnictwem, warto myśleć w prostym układzie:

  • projekt 1 ma się zwrócić,
  • projekt 2 ma pomóc zbudować rezerwę,
  • projekt 3 ma już działać z większym spokojem,
  • każdy kolejny ma wzmacniać markę, nie tylko dawać jednorazową sprzedaż.

Rahim nie opowiada o magii. Opowiada o ciułaniu, dokładaniu grosz do grosza, o merchu, o usługach studia, o kumulowaniu kapitału i renomy. To właśnie jest model, który można skopiować w innych branżach: najpierw mały, sprawdzony obrót, potem reinwestycja, później dopiero skalowanie.

W połowie rozmowy pojawia się też temat ryzyka. Rahim przyznaje, że nie grał „w kości” bez sensu, ale podejmował odważne ruchy wtedy, gdy widział szansę. To ważne rozróżnienie. Ryzyko nie jest głupotą, jeśli masz powód, wiedzę i plan awaryjny.

Dystrybucja, duzi gracze i brudna lekcja rynku: w biznesie liczy się nie tylko produkt

Jedna z najmocniejszych lekcji z odcinka dotyczy dystrybucji. Nawet jeśli jesteś niezależny, to na pewnym etapie i tak musisz wejść w relację z większym graczem. Dawniej nie dało się po prostu wejść do sklepu i powiedzieć: „mamy płytę, wystawcie ją”. Trzeba było mieć pośrednika, dom dystrybucyjny, zaplecze i dostęp do rynku.

Problem w tym, że pośrednik bywał jednocześnie konkurencją. Rahim opowiada o sytuacjach, w których duży dystrybutor znał plany wydawnicze, wiedział, co i kiedy ma się pojawić, a potem potrafił ustawić własne interesy tak, żeby jego tytuły miały lepszą ekspozycję. To bardzo niewygodna prawda, ale w biznesie wciąż aktualna: jeśli nie masz kontroli nad kanałem sprzedaży, ktoś inny może kontrolować twoją widoczność.

Dlatego przy budowie niezależnego wydawnictwa warto zadbać o kilka rzeczy od razu:

  • jasne umowy dystrybucyjne,
  • prawo do wiedzy o ekspozycji i zamówieniach,
  • plan B na wypadek słabego partnera,
  • takie budowanie marki, żeby interesowała nie tylko sama muzyka, ale też otoczenie wokół niej.

Rahim trafnie zauważa, że dziś rynek wygląda jeszcze trudniej, bo jest nadpodaż. Codziennie wychodzą kolejne utwory, singli i płyt jest mnóstwo, a uwagę słuchacza dostają tylko najmocniejsze rzeczy. To oznacza, że sama jakość już nie wystarcza. Trzeba jeszcze umieć się przebić.

DSS#18

Właśnie tu rozmowa robi się szczególnie cenna dla przedsiębiorcy. Rahim bardzo konkretnie pokazuje, jak wyglądały układy z dystrybucją, dlaczego nawet „niezależny” projekt nadal bywa zależny i co z tego wynika dla biznesu.

Posłuchaj odcinka DSS#18 na YouTube →

Co decyduje o tym, że artysta albo projekt ma szansę przetrwać

Rahim nie szukał ludzi „modnych”. Szukał tych, którzy mają coś własnego. Nietuzinkowość, wrażliwość, treść, unikatową formę. To nie brzmi jak marketingowy slogan, tylko jak twarde kryterium wyboru. Jeśli wydawnictwo ma być niezależne, nie może kopiować rynku. Musi szukać charakteru, a nie bezpiecznej powtarzalności.

To podejście widać też w ocenie projektów, które nie zawsze się spinały sprzedażowo. Rahim nie mówi o nich z pogardą. Mówi, że były wartościowe, ale rynek mógł nie być gotowy, działania mogły być za słabe, a czasem po prostu nie zagrało wszystko naraz. To bardzo dojrzała perspektywa, bo pokazuje, że w biznesie nie wszystko da się sprowadzić do prostego „sukces/porażka”.

Jeśli miałbyś z tego wyciągnąć praktyczny wniosek dla własnego wydawnictwa, to brzmiałby tak: nie buduj katalogu z klonów. Szukaj projektów, które są rozpoznawalne po kilku sekundach. Nie muszą być „dla wszystkich”. Ważniejsze, żeby były naprawdę czyjeś.

Rahim ujął to bardzo dobrze, mówiąc, że jeśli słuchasz konkretnego artysty, masz wiedzieć, że to właśnie on. Bez zamienności, bez wrażenia, że to może być każdy. W małym wydawnictwie to szczególnie ważne, bo nie wygrasz budżetem. Wygrasz tożsamością.

Największy błąd, jaki można popełnić przy skalowaniu: zgubić fundamenty

W pewnym momencie wydawnictwo Rahima urosło na tyle, że zaczęło przyciągać znane nazwiska, zainteresowanie mediów i coraz większy ruch. I tu pojawia się klasyczny problem skalowania: kiedy firma rośnie, łatwo przestać pilnować tego, co było jej fundamentem. Rahim mówi wprost, że dziś zrobiłby jedną rzecz inaczej – bardziej pilnowałby podstawowych założeń.

To jest bardzo mocny wniosek dla każdego właściciela biznesu. Na początku masz jasne zasady, mały zespół i dużą kontrolę. Potem dochodzi więcej ludzi, więcej projektów, więcej szumu, więcej okazji. I nagle zamiast pilnować jakości relacji, zaczynasz gonić kolejne pomysły. A to właśnie wtedy najłatwiej rozmyć kulturę firmy.

W praktyce oznacza to, że przy rozwoju warto stale wracać do kilku pytań:

  • czy dalej robimy to, po co w ogóle zaczęliśmy?
  • czy nowe projekty wzmacniają rdzeń biznesu, czy tylko odciągają uwagę?
  • czy nie rozbudowaliśmy firmy tak bardzo, że przestaliśmy mieć nad nią kontrolę?

Rahim przyznaje też, że jego pierwotna koncepcja wspólnoty i rodzinnej atmosfery zaczęła się rozjeżdżać, gdy pojawiło się więcej ludzi i więcej charakterów. To nie jest porażka moralna. To normalny koszt rozrostu. Ale trzeba go rozumieć wcześniej, żeby nie obudzić się w firmie, która jest większa, ale dużo mniej swoja.

Biznes to nie tylko pieniądze: najdroższe lekcje Rahima są warte więcej niż zysk

W odcinku pada jeszcze ważny wątek: utrata praw do albumu i świadomość, że mogły to być setki tysięcy, a może nawet miliony złotych przez lata. To brzmi jak dramat, ale Rahim patrzy na to inaczej. Traktuje to jako lekcję, która go ukształtowała i zahartowała. I tu właśnie widać różnicę między kimś, kto tylko zarabia, a kimś, kto naprawdę rozumie biznes.

Bo niezależne wydawnictwo to nie tylko szansa na przychód. To również szkoła podejmowania decyzji, oceny ryzyka, pracy z ludźmi i sprawdzania, na ile umiesz myśleć długoterminowo. Rahim mocno podkreśla też edukację finansową, której – jego zdaniem – w Polsce zwyczajnie brakuje. I trudno się z tym nie zgodzić.

Z jego perspektywy najważniejsze jest to, żeby pieniądze były narzędziem, a nie celem samym w sobie. Żeby zarabiać, reinwestować, budować poduszkę, rozumieć inflację i nie żyć tylko konsumpcją. To samo dotyczy firmy: jeśli cały czas wydajesz wszystko na bieżąco, nie budujesz odporności.

Na koniec warto zostawić sobie kilka prostych wniosków z tej historii:

  • nie oddawaj praw i kontroli bez zrozumienia konsekwencji,
  • buduj biznes małymi, powtarzalnymi krokami,
  • szukaj oryginalności, a nie kopii trendów,
  • pilnuj fundamentów, nawet gdy firma rośnie,
  • traktuj pieniądze jako narzędzie do dalszego działania.

Rahim pokazuje też coś jeszcze: że największym sukcesem nie musi być pozycja na rynku, tylko stabilność życia. Rodzina, spokój, możliwość bycia obecnym, świadomość, że zawodowo zrobiło się już bardzo dużo i nie trzeba nikomu niczego udowadniać. Dla wielu przedsiębiorców to trudniejszy etap niż gonienie za wzrostem.

Jeśli więc myślisz o własnym niezależnym wydawnictwie, nie pytaj tylko: „jak na tym zarobić?”. Zapytaj też: „co chcę kontrolować, czego nie chcę oddać i jakie zasady muszą zostać nienaruszone, żebym za pięć lat nadal był z tego dumny?”.

Bo właśnie na tym polega mądre budowanie firmy: nie na samym starcie, ale na tym, żeby po latach dalej wiedzieć, dlaczego w ogóle wszedłeś w ten biznes.

DSS#18

W pełnym odcinku usłyszysz jeszcze więcej o tym, jak Rahim myśli o pieniądzach, prawach, skali i błędach, które kosztują najwięcej. Jeśli budujesz własny projekt, ten materiał naprawdę warto zobaczyć do końca.

Posłuchaj odcinka DSS#18 na YouTube →