DSS#1

Zanim przejdziesz dalej, posłuchaj pierwszego odcinka „Drugiej Strony Sukcesu”. To rozmowa o tym, jak wygląda budowanie produktu na styku UX i rekrutacji — bez wygładzania, za to z konkretnymi wnioskami z praktyki.

Posłuchaj odcinka DSS#1 na YouTube →

Na blogu „Druga Strona Sukcesu” bierzemy tematy prosto z podcastu i rozbieramy je na części pierwsze. Nie po to, żeby dopisać teorię, tylko żeby pokazać, co z tych rozmów naprawdę wynika dla przedsiębiorcy, osoby budującej produkt albo lidera, który chce uprościć pracę swojemu zespołowi.

W rozmowie z Danielem Dulem pojawia się bardzo mocna myśl: dobre narzędzie nie ma imponować, tylko zdejmować tarcie z codziennej pracy. W jego przypadku chodzi o rekrutację — proces, który z zewnątrz wygląda jak seria rozmów, a od środka często jest żonglowaniem CV, notatkami, job description, kalendarzem i presją czasu. I właśnie w tym miejscu UX przestaje być ładnym dodatkiem, a staje się przewagą.

Daniel opowiada o swoim startupie reo, który wyrósł z przecięcia dwóch światów: pracy product designera oraz aktywnego rekrutera. To nie jest przypadkowe połączenie. To efekt obserwacji, że rekruterzy zbyt często pracują w rozproszonym środowisku, skacząc między aplikacjami i próbując utrzymać kontrolę nad rozmową, notatkami i raportowaniem. Z tego doświadczenia da się wyciągnąć kilka bardzo praktycznych lekcji dla każdego, kto buduje procesy, produkty albo usługi dla ludzi działających pod presją.

UX w rekrutacji zaczyna się od zrozumienia pracy, a nie od projektowania ekranów

W rozmowie wybrzmiewa coś, co wielu twórców narzędzi pomija: nie projektuje się dla abstrakcyjnego „użytkownika”, tylko dla konkretnej pracy do wykonania. Daniel nie zaczyna od pytania „jak ma wyglądać aplikacja?”, tylko od obserwacji, jak wygląda dzień rekrutera. A ten dzień to ciągłe przechodzenie między różnymi zadaniami, źródłami informacji i kontekstami.

Rekruter w trakcie jednego procesu musi zebrać dane o firmie i stanowisku, stworzyć opis oferty, przeprowadzić screening, zebrać notatki, a potem przerobić wszystko na czytelny raport dla hiring managera albo klienta. W praktyce oznacza to, że podstawowym problemem nie jest brak funkcji. Problemem jest rozproszenie uwagi i konieczność nieustannego przełączania się.

To ważna lekcja dla przedsiębiorcy. Jeśli budujesz narzędzie dla profesjonalisty, nie pytaj najpierw, jakiej funkcji mu brakuje. Zapytaj, gdzie traci czas, gdzie gubi kontekst i gdzie jego praca wymaga zbędnego wysiłku. Właśnie tam powstaje wartość produktu. Nie w dodatkach, tylko w redukcji chaosu.

Daniel mówi też wprost o tym, że w rekrutacji dużą rolę odgrywają szczegóły: różne środowiska pracy, różne typy organizacji, różne poziomy presji i różne ograniczenia technologiczne. To dlatego dobre UX w rekrutacji nie może być „uniwersalnym ładnym panelem”. Musi uwzględniać realny workflow, a nie wersję idealną wymyśloną w próżni.

Prostsze narzędzia wygrywają wtedy, gdy eliminują przełączanie między aplikacjami

Jednym z najmocniejszych wątków odcinka jest frustracja związana z pracą na wielu artefaktach naraz. Daniel opisuje sytuację, w której rekruter ma otwarty job description, CV kandydata, profil na LinkedIn, okno rozmowy w Google Meet i miejsce na notatki. Jeśli pracuje na jednym laptopie, wszystko zaczyna się rozjeżdżać. Każde przełączenie to mały koszt. Razem tworzą spory problem.

To dokładnie ten moment, w którym proste narzędzie może zrobić różnicę. Nie dlatego, że „ma więcej funkcji”, tylko dlatego, że porządkuje pracę w jednym miejscu. Daniel opowiada, że właśnie to chce adresować w reo: zredukować liczbę przełączników między oknami, zebrać informacje w jednym środowisku i dać rekruterowi większe poczucie kontroli.

Dla biznesu wniosek jest prosty: jeśli tworzysz narzędzie operacyjne, liczy się nie tylko to, co jest w środku, ale też to, czego tam nie ma. Im mniej użytkownik musi myśleć o obsłudze produktu, tym więcej może myśleć o swojej właściwej pracy. A to właśnie kupują firmy — nie software, tylko odzyskany czas i mniejszy bałagan.

W praktyce warto zadać sobie trzy pytania, zanim dopiszesz kolejną funkcję:

  • czy to pomaga wykonać główną pracę szybciej,
  • czy to zmniejsza liczbę przełączeń między narzędziami,
  • czy to poprawia jakość decyzji albo komunikacji po drodze.

Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, funkcja prawdopodobnie tylko zwiększy ciężar produktu. I właśnie tu UX staje się brutalnie praktyczne: nie chodzi o „więcej”, tylko o „mniej, ale lepiej”.

Rekruter nie potrzebuje ładniejszego interfejsu. Potrzebuje lepszego procesu przetwarzania informacji

Daniel bardzo trafnie nazywa rekrutera „procesorem informacji”. To mocne, ale trafne określenie. Cała ta praca polega na przyjmowaniu danych, filtrowaniu ich, porządkowaniu i przekazywaniu dalej w formie, która ma sens dla kolejnej osoby w procesie. Najpierw trzeba zrozumieć stanowisko, potem rozmowę przełożyć na notatki, a następnie na rekomendację lub raport.

Właśnie dlatego reo ma rozwiązywać nie tylko problem organizacji pracy, ale też problem pisania. Bo w rekrutacji sama rozmowa to za mało. Liczy się to, czy po rozmowie powstaje materiał, który da się użyć dalej. Jeśli rekruter nie ma czasu, by zrobić dobre podsumowanie, cierpi cały proces: hiring manager dostaje słabsze informacje, kandydat może poczuć chaos, a decyzja ciągnie się dłużej.

To bardzo dobra wskazówka dla przedsiębiorców budujących narzędzia B2B: nie ograniczaj się do usprawnienia „frontu”. Zobacz, co dzieje się z informacją po wejściu do systemu. Czy użytkownik może ją szybko zdobyć? Czy może ją łatwo przekształcić w coś, co inni zrozumieją? Czy produkt pomaga w kolejnym kroku, a nie tylko w pierwszym kliknięciu?

W rozmowie pada też ważny wątek technologiczny: pojawienie się ChatGPT było dla Daniela sygnałem, że praca z tekstem może zostać mocno usprawniona. To nie znaczy, że AI ma zastąpić człowieka. Znaczy raczej tyle, że warto projektować narzędzia wokół zadań, które wcześniej zabierały dużo czasu: notatek, podsumowań, raportów, przekładania rozmowy na uporządkowany tekst. To właśnie tam prostsze narzędzia mogą dać największy efekt.

Jeśli chcesz to przełożyć na własny biznes, zapamiętaj jedną rzecz: dobry produkt nie tylko zbiera dane, ale też pomaga je sensownie zamknąć w formie, którą da się przekazać dalej. To często większa wartość niż kolejny „wygodny dashboard”.

DSS#1

Jeśli interesuje cię właśnie ten moment — kiedy rekruter przestaje skakać między narzędziami, a zaczyna mieć wszystko w jednym miejscu — w odcinku Daniel pokazuje, skąd wzięła się ta potrzeba i jak zamienia ją w produkt.

Posłuchaj odcinka DSS#1 na YouTube →

Walidacja pomysłu w UX i rekrutacji nie zaczyna się od inwestora, tylko od rozmów z ludźmi

W drugiej części rozmowy Daniel opowiada o etapie, na którym dziś znajduje się reo: walidacja pomysłu została już potwierdzona dobrym feedbackiem od rekruterów, a teraz zespół buduje narzędzie i testuje je w praktyce. To ważne, bo w startupach bardzo łatwo wpaść w pułapkę „jeszcze trochę dopracujemy i dopiero pokażemy światu”.

Tu podejście jest odwrotne: najpierw trzeba wyjść do ludzi, porozmawiać, usłyszeć, czy problem jest realny, a dopiero potem budować rozwiązanie. Daniel mówi wręcz, że na tym etapie nie chodzi o kampanie reklamowe, tylko o bezpośredni kontakt — przez LinkedIn, telefon, sieć znajomych i branżowe relacje. To ręczna, jakościowa praca, ale właśnie ona pozwala zebrać prawdziwe sygnały.

W praktyce ta część odcinka daje mocny materiał dla osób budujących własny produkt. Jeśli dopiero zaczynasz, pamiętaj o kilku rzeczach:

  • nie próbuj od razu skalować czegoś, czego jeszcze dobrze nie rozumiesz,
  • testuj małym kosztem to, co naprawdę jest kluczowe,
  • szukaj ludzi, którzy mają problem, a nie tylko ciekawość,
  • zbieraj feedback zanim zaczniesz inwestować w rozbudowę.

Daniel podkreśla też, że wczesny produkt musi być prosty do wdrożenia w workflow użytkownika. To niby oczywiste, ale w praktyce wiele narzędzi przegrywa właśnie na tym etapie. Nie dlatego, że źle rozwiązują problem, tylko dlatego, że wymagają zbyt wiele wysiłku, żeby zacząć z nich korzystać. A jeśli użytkownik nie potrafi uruchomić narzędzia w minutę, to często nie wróci do niego wcale.

Największe błędy w startupie i UX to nie tylko złe decyzje, ale też złe priorytety

Rozmowa schodzi też na temat porażek i błędów. Daniel wspomina swój wcześniejszy biznes — komis telefonów — i mówi wprost o decyzjach, które dziś ocenia jako błędne. Za dużo pieniędzy poszło w nowe wyposażenie, za późno w marketing, a lokalizacja nie dawała odpowiedniej ekspozycji. To nie jest historia „pechowego startu”. To historia źle ustawionych priorytetów.

Dlaczego to ważne w kontekście UX i rekrutacji? Bo ten sam mechanizm działa też przy tworzeniu narzędzi. Można dopracować wygląd, a zaniedbać dotarcie do użytkownika. Można zbudować piękny interfejs, a nie zadbać o to, czy produkt da się realnie wdrożyć do codziennej pracy. Można też dużo mówić o innowacji, a w praktyce rozwiązywać problem, którego rynek nie czuje.

W odcinku pada bardzo dobra definicja podejścia do porażek: to przede wszystkim lekcja, nie etykieta. Nie wszystko, co nie zadziałało, jest katastrofą. Często to po prostu test, który pokazał, czego nie robić dalej. I właśnie taka postawa jest zdrowa zarówno dla founderów, jak i dla zespołów produktowych.

To szczególnie ważne, gdy działasz pod presją i w ograniczonych zasobach. Zamiast pytać „czy to była porażka?”, lepiej pytać:

  • czego się nauczyliśmy,
  • co testujemy teraz inaczej,
  • czy ten problem naprawdę jest wart dalszej pracy,
  • czy zespół nie wpada w analysis paralysis.

Daniel mocno ostrzega przed właśnie tym ostatnim: paraliżem analitycznym. Jeśli zbyt długo próbujesz rozkminić wszystko, możesz nie podjąć żadnej decyzji. W produktach i w biznesie trzeba więc umieć przechodzić od obserwacji do testu, od testu do wniosku i od wniosku do kolejnego kroku. Inaczej nawet dobry pomysł zostaje tylko pomysłem.

UX w rekrutacji to nie moda. To sposób na podniesienie jakości całego procesu

Najciekawsze w całej rozmowie jest to, że Daniel nie traktuje UX jako warstwy estetycznej. Dla niego to narzędzie do budowania lepszego doświadczenia dla wszystkich stron procesu: rekrutera, kandydata i hiring managera. Jeśli rekruter pracuje sprawniej, robi lepsze notatki, szybciej przygotowuje podsumowanie i nie gubi kontekstu, to zyskuje też kandydat, bo rozmowa staje się bardziej naturalna, oraz klient, bo dostaje bardziej wartościową informację.

To właśnie ten efekt „trickle down”, o którym mówi Daniel: usprawnienie po jednej stronie może poprawić doświadczenie po kolejnej. I to jest bardzo mocny argument biznesowy. Nie sprzedajesz wtedy samego narzędzia. Sprzedajesz lepszy proces, mniej stresu i lepszą decyzję.

Dlatego jeśli budujesz rozwiązanie dla jakiejkolwiek profesjonalnej grupy, zadaj sobie pytanie: czy mój produkt poprawia tylko komfort użytkownika, czy realnie podnosi jakość całego procesu? To duża różnica. Pierwsze daje przyjemność korzystania. Drugie daje powód, żeby płacić i zostać na dłużej.

W rozmowie wyraźnie widać też, że Daniel myśli o produkcie szerzej niż tylko jako o narzędziu. Widzi w nim element zmiany w całej branży rekrutacyjnej. I to jest bardzo cenna perspektywa: nie trzeba od razu budować giganta, ale warto od początku wiedzieć, jaki fragment rzeczywistości chcesz poprawić. Dzięki temu UX nie staje się zbiorem ładnych decyzji, tylko narzędziem do realnej zmiany.

Jeśli miałbym streścić całą rozmowę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono tak: najlepsze produkty powstają wtedy, gdy ktoś naprawdę zna pracę, którą chce uprościć. I właśnie dlatego ta historia jest ciekawa nie tylko dla osób z obszaru HR, ale dla każdego, kto buduje B2B, SaaS albo własny proces sprzedaży i obsługi klienta.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak Daniel opowiada o tym od środka — z perspektywy product designera, rekrutera i foundera jednocześnie — wróć do pełnej rozmowy. Tam jest więcej kontekstu, więcej przykładów i jeszcze lepiej widać, skąd bierze się pomysł na proste narzędzie, które ma usprawnić trudną pracę.

Na koniec zostaje najprostszy wniosek: UX w rekrutacji nie zaczyna się od przycisków. Zaczyna się od zrozumienia chaosu, który te przyciski mają uporządkować. Jeśli to rozumiesz, łatwiej budujesz produkt, łatwiej go testujesz i łatwiej sprawdzasz, czy naprawdę komuś pomaga.

Druga rzecz to cierpliwość. Daniel pokazuje, że dobry produkt nie powstaje w jednym skoku. Najpierw jest obserwacja, potem walidacja, potem budowa, potem kolejne poprawki. Po drodze będą błędy, ograniczenia, presja czasu i konieczność wyboru, co jest naprawdę ważne. I właśnie w tych wyborach kryje się różnica między przeciętnym narzędziem a takim, które ludzie chcą wdrożyć do swojej codziennej pracy.

Trzecia rzecz to spokój. Nie tylko jako osobista wartość, ale jako praktyczny warunek sensownego biznesu. Jeśli produkt, firma albo ambicja odbierają ci zdrowie, relacje i zdolność jasnego myślenia, to nie jest to sukces. W rozmowie z Danielem ta myśl wraca bardzo wyraźnie — i dobrze, bo to przypomnienie ważniejsze niż kolejny trend technologiczny.

DSS#1

Jeśli chcesz usłyszeć pełną historię o tym, jak powstał produkt na styku UX i rekrutacji, obejrzyj cały odcinek. W rozmowie jest jeszcze więcej konkretów o walidacji, błędach, sprzedaży i budowaniu narzędzia, które naprawdę ma ułatwiać pracę.

Posłuchaj odcinka DSS#1 na YouTube →