Jeśli chcesz zobaczyć, jak networking naprawdę działa w praktyce — bez marketingowych klisz i bez gadania o „budowaniu relacji” w próżni — ten odcinek da Ci solidny punkt odniesienia. Michał Domański pokazuje konkretne sytuacje z eventów, konferencji i pracy z ludźmi.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →Artykuły na blogu Druga Strona Sukcesu powstają na bazie rozmów z podcastu i właśnie dlatego nie będą tu suchej teorii ani pustych rad typu „bądź aktywny w sieci”. W DSS#12 temat networkingu został rozebrany na czynniki pierwsze: od pierwszego podejścia do obcych ludzi, przez rozmowę na evencie, po follow-up, który decyduje o tym, czy kontakt umrze następnego dnia, czy zamieni się w biznes po miesiącach.
Jeśli prowadzisz firmę, rozwijasz sprzedaż, szukasz partnerów albo po prostu chcesz lepiej wykorzystywać spotkania branżowe, ten tekst pokaże Ci, jak networking dla firm działa naprawdę. Bez mitu o „urodzonych ekstrawertykach” i bez presji, że trzeba wyjść z konferencji z tuzinem wizytówek. Czasem wystarczy jedna sensowna rozmowa. Czasem nawet nie biznesowa od razu.
Networking dla firm zaczyna się nie od sprzedaży, tylko od zaufania i kontekstu
Michał bardzo mocno odcina się od stereotypu networkingu jako wymiany wizytówek w półmroku sali konferencyjnej. I słusznie, bo takie myślenie prowadzi do ślepego polowania na kontakty zamiast do budowania relacji, które faktycznie coś niosą. W jego ujęciu networking to nie osobna dyscyplina „dla ludzi od gadania”, tylko naturalna część biznesu: rozmowa z rynkiem, poznawanie klientów, szukanie partnerów i sprawdzanie, kto w twoim otoczeniu może ci realnie pomóc.
To ważne zwłaszcza dla firm, które rozwijają się przez relacje. Startup potrzebuje kontaktu z potencjalnymi klientami, pracownikami i partnerami. Specjalista potrzebuje ludzi, którzy pomogą mu filtrować informacje i podpowiedzą kierunek. Firma potrzebuje sieci zaufanych osób, bo samodzielnie nie da się ogarnąć wszystkiego. W świecie przebodźcowania i informacyjnego chaosu networking nie jest dodatkiem do pracy — jest jednym z narzędzi, które pozwalają podejmować lepsze decyzje.
W odcinku mocno wybrzmiewa jeszcze jedna rzecz: networking nie jest sprzedażą samą w sobie. Owszem, może prowadzić do sprzedaży. Owszem, może otwierać drzwi do kontraktów. Ale jeśli wchodzisz w relację od razu z celem transakcyjnym, zwykle kończy się to płytko. Michał podkreśla, że długoterminowo wygrywa podejście, w którym najpierw pytasz: „jak mogę pomóc?”, a dopiero potem: „czy z tego może wyjść biznes?”.
Jak budować networking dla firm bez zbierania przypadkowych kontaktów
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest krytyka podejścia ilościowego. Speed dating wizytówkowy, polowanie na 40–60 kontaktów, szybki follow-up do wszystkich i masowe wysyłanie oferty — to według Michała najkrótsza droga do zmęczenia i słabych relacji. Jego perspektywa jest dużo prostsza, ale też bardziej wymagająca: lepiej mieć kilka sensownych relacji niż dziesiątki pustych kontaktów.
Padł bardzo dobry przykład z „białym gorącym centrum”. Chodzi o to, żeby nie próbować poznać wszystkich w środowisku, tylko odnaleźć kilka osób, które mają dostęp do innych grup. Jedna dobrze dobrana osoba może otworzyć drzwi do całej sieci. To działa tak samo w klubie branżowym, na konferencji technologicznej, w środowisku startupowym czy na lokalnym evencie przedsiębiorców. Nie chodzi o ilość, tylko o jakość połączeń i ich potencjał do łączenia kolejnych kropek.
Z tego wynika praktyczny wniosek dla firmy:
- szukaj osób, z którymi naprawdę masz wspólny język,
- nie zaczynaj od oferty, tylko od rozmowy o potrzebach,
- myśl, czy możesz pomóc tu i teraz, nawet małą rzeczą,
- traktuj relację jako coś, co może pracować przez miesiące, a nie tylko do końca wydarzenia.
To podejście jest dużo bardziej realistyczne dla przedsiębiorców, którzy nie mają czasu na bycie wszędzie. Nie musisz znać całej sali. Musisz wiedzieć, z kim warto wejść głębiej w rozmowę. Więcej przykładów takich sytuacji Michał opisuje właśnie w odcinku — i tam też mocno widać, jak ten model działa w praktyce, nie tylko w teorii.
Networking dla introwertyków: jak podejść do ludzi, kiedy nie chcesz grać roli ekstrawertyka
Jedna z najciekawszych części rozmowy dotyczyła właśnie introwertyków. Michał nie udaje, że networking jest dla każdego w tym samym stylu. Sam przyznaje, że po interakcjach z ludźmi potrzebuje się „odtajać”, zamknąć w spokoju i zebrać myśli. To ważne, bo pokazuje coś, czego często brakuje w poradnikach biznesowych: nie trzeba zamieniać się w głośnego sprzedawcę, żeby skutecznie budować relacje.
Jego rada dla osób wycofanych społecznie jest bardzo konkretna: zamiast próbować przebijać się przez środek sali, podejdź do osób „na orbicie”. To ci, którzy stoją z boku, też nie wiedzą, co zrobić, też czują napięcie i też szukają bezpiecznego punktu zaczepienia. Jeśli zagadasz pierwszy, masz ogromną szansę, że zostaniesz zapamiętany jako ktoś, kto okazał zainteresowanie bez pozy i bez presji.
To jest też mocna lekcja dla firm, które organizują wydarzenia. Często wszyscy skupiają się na głośnych liderach opinii, a pomijają ludzi mniej widocznych, ale nie mniej wartościowych. Tymczasem właśnie ci cisi uczestnicy często mają najwięcej do powiedzenia, tylko nie przebijają się przez hałas. Networking dla firm nie powinien premiować tych, którzy najgłośniej mówią, tylko tych, którzy potrafią słuchać, obserwować i zauważyć człowieka po drugiej stronie.
Warto zapamiętać kilka prostych zasad z tej części rozmowy:
- nie musisz wchodzić do grupy z impetem, możesz zacząć od krótkiego, uczciwego „cześć”,
- nie musisz błyszczeć, żeby zostać zauważonym,
- nie musisz rozmawiać ze wszystkimi, by zbudować dobrą sieć,
- nie musisz udawać kogoś bardziej towarzyskiego, niż jesteś.
Jak przygotować się do eventu, żeby networking dla firm nie był przypadkowy
Michał mocno podkreśla, że najlepszy networking dzieje się przed wyjściem z domu i po powrocie do domu. Sam event to tylko moment realizacji planu. Jeśli nie wiesz, po co idziesz na konferencję, kogo chcesz spotkać i jaki efekt ma cię tam interesować, łatwo wejść w tryb chaosu: krążenia od grupki do grupki i wyjścia z poczuciem, że „coś się działo”, ale nic konkretnego nie zostało.
Dlatego warto zrobić prostą rzecz: przed wydarzeniem odpowiedzieć sobie, jaki jest cel. Czy chcesz poznać potencjalnych klientów? Szukasz partnerów do projektu? Chcesz zdobyć wiedzę o rynku? A może po prostu sprawdzić, kto działa w twojej branży? Gdy masz jasność, łatwiej ci się poruszać i łatwiej ci powiedzieć o sobie coś sensownego. Michał nazywa to przygotowaniem personalnego pitcha — krótkiej, dobrze przemyślanej odpowiedzi na pytanie „kim jesteś i po co tu jesteś?”.
Do tego dochodzi przygotowanie czysto praktyczne. Wizytówki, QR kod do LinkedIna, notes kieszonkowy. Właśnie notes Michał poleca szczególnie mocno, bo wyciągnięcie telefonu często psuje odbiór rozmowy. Z kolei notatnik daje sygnał, że naprawdę słuchasz i że to, co mówi druga strona, jest dla ciebie ważne. To drobiazg, ale w relacjach biznesowych drobiazgi mają znaczenie.
Dobry plan na networking przed eventem może wyglądać tak:
- sprawdź prelegentów i listę uczestników,
- zobacz, kto lajkuje i komentuje posty o wydarzeniu,
- zapisz 3–5 pytań, które chcesz zadać,
- przygotuj krótkie zdanie o sobie, dopasowane do kontekstu,
- miej pod ręką notatnik i sposób na szybki kontakt.
To nie jest sztuczne. To jest po prostu porządek. A porządek daje spokój.
W tym odcinku Michał pokazuje też bardzo konkretne sposoby na przełamywanie lodów — zwłaszcza wtedy, gdy nie czujesz się dobrze w tłumie i nie masz ochoty na „small talk dla zasady”. Jeśli ten fragment najbardziej cię dotyczy, warto usłyszeć cały kontekst.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →Follow-up po spotkaniu: tu networking dla firm naprawdę zaczyna zarabiać
Jeśli miałbym wskazać jeden moment, w którym większość ludzi marnuje potencjał networkingu, byłby to follow-up. Michał mówi o tym wprost: samo poznanie kogoś nie wystarczy. Większość osób po wydarzeniu wrzuca kontakt do bazy i tyle. Jeśli jednak odezwiesz się po spotkaniu, przypomnisz konkretny temat i pokażesz, że słuchałeś, automatycznie wybijasz się ponad przeciętność.
Najlepsze follow-upy nie są długie. Są konkretne. Nawiązują do rozmowy, do notatek, do potrzeb drugiej strony. Możesz napisać: „Dzięki za rozmowę na Karpatianie, wracam do tematu, o którym mówiliśmy…”, albo: „Wspominałeś o lampach i imporcie drewna — znalazłem coś, co może cię zainteresować”. Tu nie chodzi o nachalność. Chodzi o pamięć i uważność.
Bardzo ważna jest też zmiana oczekiwań. Michał otwarcie mówi: nie oczekuj odpowiedzi od razu. Ludzie są zawaleni wiadomościami, odkładają odpowiedzi, czasem wracają po tygodniach albo miesiącach. I to jest normalne. Jeśli po wysłaniu jednej wiadomości uznasz, że kontakt umarł, to po prostu nie rozumiesz, jak działa współczesna komunikacja. Czasem jedna wiadomość dziś wraca do ciebie jako relacja za trzy miesiące.
W praktyce warto trzymać się prostego schematu:
- zanotuj po spotkaniu 2–3 konkretne fakty o rozmówcy,
- wyślij krótką wiadomość w ciągu 24–72 godzin,
- odnieś się do realnego tematu, nie do ogólników,
- nie sprzedawaj od razu, jeśli nie ma ku temu sensu,
- wróć do tematu później, jeśli pojawi się dobry kontekst.
To właśnie tutaj networking dla firm przestaje być „poznawaniem ludzi”, a zaczyna być systemem budowania wartościowych relacji. I to systemem, który naprawdę da się wykorzystać w sprzedaży, partnerstwach, rekomendacjach i dostępie do wiedzy.
Networking online i offline: nie chodzi o wybór albo-albo
Rozmowa z DSS#12 dobrze pokazuje, że networking nie ma jednego środowiska. Michał długo działał online, na Slackach, forach i w społecznościach dyskusyjnych, a później boleśnie przekonał się, że w innych miejscach — na przykład w Austin — model kontaktu wygląda zupełnie inaczej. Tam ludzie spotykają się fizycznie, w kawiarniach i na meetupach, a online służy raczej do podtrzymywania kontaktów niż do ich budowania od zera.
To ważna lekcja dla firm. Jeśli twoja branża żyje na LinkedInie, tam buduj relacje. Jeśli twoi ludzie spotykają się na eventach, bądź na eventach. Jeśli środowisko działa hybrydowo, nie zamykaj się w jednym kanale. Największy błąd to próba przeniesienia jednego stylu wszędzie bez sprawdzenia kontekstu. Networking działa tam, gdzie są ludzie, z którymi chcesz rozmawiać, i tam, gdzie sam potrafisz działać naturalnie.
Michał zwraca też uwagę na coś bardzo praktycznego: relacje online, które są naprawdę obiecujące, warto przenosić do offline. Spotkanie na żywo zmienia poziom zaufania, skraca dystans i sprawia, że kontakt staje się bardziej realny. To nie znaczy, że internet jest gorszy. To znaczy, że najlepsze efekty często daje połączenie obu światów. Dla przedsiębiorcy to cenna wskazówka: nie wybieraj między online a offline, tylko świadomie łącz oba kanały.
Wniosek jest prosty: networking dla firm nie polega na „byciu wszędzie”. Polega na umiejętności rozpoznania, gdzie są właściwi ludzie, jak z nimi wejść w rozmowę i kiedy przejść z kontaktu do relacji. To proces, nie jednorazowa akcja. I właśnie dlatego wymaga cierpliwości, regularności i gotowości do tego, że nie wszystko zadziała od razu.
Najważniejsze, co zostaje po tej rozmowie, to kilka bardzo praktycznych rzeczy: przygotuj się przed wydarzeniem, słuchaj zamiast sprzedawać, szukaj ludzi, z którymi masz wspólny język, nie bój się niezręczności i nie traktuj follow-upu jak formalności. Networking działa najlepiej wtedy, gdy nie próbujesz go przyspieszać na siłę. Wtedy zaczyna pracować na ciebie długo po spotkaniu.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak Michał Domański opowiada o tym wszystkim na żywo — z anegdotami z San Francisco, o przemianie introwertyka w skutecznego łącznika ludzi i o błędach, które sam popełniał — koniecznie obejrzyj pełny odcinek. Tam jest jeszcze więcej kontekstu, przykładów i konkretów, które przydadzą się każdemu przedsiębiorcy.
Ten odcinek dobrze domyka temat: od pierwszego podejścia do człowieka, przez przygotowanie do eventu, aż po follow-up i długofalowe myślenie o relacjach. Jeśli chcesz wejść głębiej w networking dla firm, to właśnie tam znajdziesz pełny obraz.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →