Jeśli networking kojarzy Ci się z wymuszonym Small Talkiem, wizytówkami i udawaniem pewności siebie, ten odcinek może Ci mocno poukładać w głowie. Michał Domański pokazuje networking od strony introwertyka: konkretnie, bez pozy i bez ciśnienia.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →W artykułach „Drugiej Strony Sukcesu” nie chodzi o ładne slogany. Chodzi o tematy, które naprawdę wracają w biznesie, na eventach i w codziennej pracy. Ten tekst powstał właśnie na bazie rozmowy z odcinka DSS#12 i rozwija to, co padło tam o networkingu dla introwertyków.
Jeśli masz wrażenie, że na konferencjach wszyscy wiedzą, jak wejść w grupkę ludzi, a Ty stoisz z boku i analizujesz, co zrobić — ten tekst jest dla Ciebie. Bo dobra wiadomość jest taka: networking nie zaczyna się od gadania. Zaczyna się od przygotowania, słuchania i umiejętności wejścia w rozmowę bez udawania kogoś, kim nie jesteś.
Networking dla introwertyków zaczyna się przed eventem, nie w jego trakcie
Jedna z najmocniejszych rzeczy z tej rozmowy jest bardzo prosta: większość networkingu robi się przed wyjściem z domu i po powrocie, a nie wtedy, kiedy stoisz już w środku gwarnej sali. To ważne zwłaszcza dla introwertyków, którzy często czują się dobrze dopiero wtedy, gdy mają plan. Bez planu event zamienia się w chaos, a chaos w wycofanie.
Michał nie mówi o tym, że trzeba być „bardziej otwartym”. Mówi raczej: zadaj sobie pytanie, po co tam idziesz. Czy chcesz poznać potencjalnych klientów? Zobaczyć konkretne osoby? Posłuchać panelu? A może po prostu porozmawiać z dwoma ludźmi, z którymi naprawdę nadajesz na podobnych falach? Taki cel nie jest ograniczeniem. Jest odciążeniem.
W praktyce to oznacza kilka prostych rzeczy:
- sprawdź wcześniej listę prelegentów i uczestników;
- zobacz, kto komentuje lub reaguje na posty związane z wydarzeniem;
- wybierz 2–3 osoby, do których chcesz podejść;
- przygotuj jedno zdanie otwierające, które nie brzmi jak sprzedaż.
To nie jest skomplikowana strategia. To jest sposób na to, żeby wejść na wydarzenie z poczuciem: „wiem, po co tu jestem”. A introwertyk potrzebuje właśnie tego najbardziej — nie energii z tłumu, tylko poczucia bezpieczeństwa.
Networking dla introwertyków to nie zbieranie kontaktów, tylko szukanie wspólnego języka
W odcinku mocno wybrzmiewa krytyka klasycznego podejścia do networkingu: zbierz 40 wizytówek, wrzuć wszystko do CRM-u, wyślij follow-up i licz, że coś z tego wyjdzie. Problem w tym, że dla introwertyka taka logika jest po prostu wyczerpująca. Co gorsza, zwykle jest też mało skuteczna.
Michał proponuje inne myślenie: jakość ponad ilość. Nie musisz poznać wszystkich. Masz znaleźć kilka osób, z którymi naprawdę możesz wejść w relację, a nie tylko wymienić uprzejmości. W rozmowie pada świetny przykład z „białym gorącym centrum” — czyli osobą, która otwiera dostęp do całej sieci. Nie chodzi o to, by znać każdego w środowisku. Chodzi o to, by znać kogoś, kto zna wielu.
To podejście jest szczególnie ważne, jeśli nie masz energii na dziesięć rozmów pod rząd. Wtedy warto zadać sobie pytanie nie „ile osób poznam?”, tylko:
- z kim mam naturalny kontakt;
- kto może mieć podobne potrzeby lub problemy;
- komu realnie mogę pomóc;
- z kim rozmowa nie będzie wymuszona.
Networking dla introwertyków przestaje być wtedy wyścigiem. Zaczyna być selekcją. I to jest dobra wiadomość, bo introwertyk zwykle i tak lepiej działa w trybie uważności niż w trybie przypadkowego „rozmawiania ze wszystkimi”.
Jak zacząć rozmowę bez stresu, kiedy Small Talk Cię męczy
W rozmowie pada bardzo ważny motyw: Small Talk większość ludzi po prostu męczy. I to jest okej. Nie trzeba udawać, że pogoda i korki na mieście są ekscytującym początkiem relacji. Michał pokazuje, że dużo ciekawiej działa zwykła, bezpieczna ciekawość człowieka po drugiej stronie.
Zamiast pytać „co słychać?”, można zacząć banalnie, ale konkretnie. Na przykład: „Widzę, że też jesteś dziś na tej konferencji — czego tu szukasz?”. Albo jeszcze prościej: „Jestem tu trochę pierwszy raz, mogę chwilę posłuchać?”. Taki start nie udaje luzu. On go buduje. Szczerość jest mniej męcząca niż odgrywanie roli.
Bardzo dobrze działa też pytanie o coś osobistego, ale nieintymnego. Michał wspomina nawet o pytaniu: „Jaki jest Twój ulubiony dinozaur?”. Brzmi absurdalnie? Właśnie dlatego działa. Przełamuje formalność i otwiera rozmowę na coś lżejszego, bardziej ludzkiego. Inny prosty patent z odcinka to wykorzystanie telefonu i losowego zdjęcia jako punktu wyjścia do rozmowy. To pokazuje, że rozmowa nie musi być perfekcyjna, żeby była dobra.
Jeśli chcesz wejść w rozmowę bez stresu, przygotuj sobie kilka takich otwieraczy:
- „Co Cię dziś tutaj najbardziej interesuje?”
- „Jakiego typu ludzi chcesz dziś poznać?”
- „Z czym wychodzisz z tego wydarzenia, jeśli ma być udane?”
- „Chcesz, żebym opowiedział coś o sobie, czy wolisz najpierw Ty?”
To są pytania, które nie stawiają Cię w roli sprzedawcy. Stawiają Cię w roli człowieka, który chce zrozumieć kontekst. A to dla introwertyka jest zwykle dużo bardziej naturalne.
W połowie rozmowy pojawia się naprawdę praktyczny wątek: jak przełamywać lody, gdy nie lubisz Small Talku, i jak nie zgubić się w grupce ludzi, którzy już rozmawiają. Jeśli ten fragment jest Ci bliski, w odcinku usłyszysz więcej konkretnych patentów z eventów i szkoleń.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →Najważniejsza umiejętność w networkingu introwertyka: słuchanie i notowanie
Jedna z największych pułapek to myślenie, że networking polega na tym, by mówić dobrze o sobie. Michał pokazuje dokładnie odwrotną logikę: najpierw słuchaj, potem pytaj, dopiero na końcu mów o sobie. I to nie jest miękki „miły” pomysł. To jest praktyczna przewaga.
W odcinku pada bardzo mocny przykład z notatnikiem kieszonkowym. Zamiast wyciągać telefon i wyglądać jak ktoś, kto odpisuje na Slacku, Michał poleca zapisać krótką notatkę od razu po rozmowie. Dlaczego? Bo telefon w ręce potrafi zamknąć rozmowę, a notes pokazuje: „to, co mówisz, jest ważne”. Dla rozmówcy to sygnał szacunku. Dla Ciebie — sposób na pamiętanie szczegółów.
To ma znaczenie zwłaszcza wtedy, kiedy nie masz energii na „robienie wrażenia”. Introwertyk często woli wejść głębiej niż szerzej. I właśnie dlatego słuchanie działa lepiej niż autopromocja. Jeśli ktoś opowie Ci o swoim projekcie, problemie albo nawet hobby, masz potem naturalny punkt zaczepienia do follow-upu. Nie trzeba wymyślać sztucznej kontynuacji.
W praktyce warto pamiętać o trzech rzeczach:
- notuj imię, kontekst i jeden konkretny temat z rozmowy;
- zadawaj pytania, które dopytują, a nie popisują Cię;
- nie przerywaj, żeby od razu mówić o swojej usłudze.
To właśnie słuchanie buduje zaufanie szybciej niż jakikolwiek dobrze wypowiedziany pitch.
Follow-up po wydarzeniu: tu wygrywa cisza, pamięć i prosty konkretny sygnał
Drugi najmocniejszy moment rozmowy dotyczy follow-upu. Michał mówi wprost: odezwanie się po spotkaniu jest absolutnie kluczowe, a robi to zaskakująco mało osób. I właśnie dlatego ten krok jest tak cenny. Większość ludzi dodaje Cię do kontaktów i znika. Jeśli Ty napiszesz, już wyróżniasz się z tłumu.
Tu znowu wygrywa prostota. Follow-up nie musi być długi ani błyskotliwy. Wystarczy wiadomość, która odnosi się do konkretu: „Dzięki za rozmowę, wspominałeś o X i Y — daj znać, czy to nadal Cię interesuje”. Jeśli z rozmowy wynikła jakaś potrzeba, materiał albo temat do dalszej rozmowy, wróć do niego szybko. To pokazuje, że nie traktowałeś spotkania jak jednorazowej wymiany uprzejmości.
Najważniejsza zasada? Nie oczekuj odpowiedzi od razu. Ludzie są przebodźcowani, zawaleni wiadomościami i po prostu nie wyrabiają. W odcinku Michał mówi, że sam ma setki nieodpisanych wiadomości. To dobra lekcja: brak odpowiedzi nie musi znaczyć braku zainteresowania. Czasem oznacza tylko, że druga strona nie ma teraz przestrzeni.
Dlatego follow-up powinien być bardziej o pamięci niż o presji. Możesz:
- odesłać link do czegoś, co pasuje do rozmowy;
- przypomnieć o konkretnej potrzebie, o której rozmawialiście;
- zostawić ślad bez oczekiwania natychmiastowego efektu;
- wrócić po czasie, kiedy pojawi się nowy kontekst.
To jest networking w praktyce: nie naciskasz, tylko zostajesz w pamięci.
Networking dla introwertyków to też odwaga, by nie udawać kogoś innego
W rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa jeszcze jedna rzecz: introwertyk nie musi kopiować ekstrawertyka. Nie musi wchodzić do sali jak lider stada, nie musi dominować grupki, nie musi być „tą osobą od energii”. Czasem wystarczy podejść uczciwie, powiedzieć: „Cześć, mogę chwilę posłuchać?” albo „Trochę się tu gubię, ale chciałem się przywitać”.
To, co dla jednych brzmi jak niezręczność, dla innych jest autentycznością. Michał wprost mówi o zaakceptowaniu dyskomfortu. Wstyd, obawa przed głupią wypowiedzią, lęk przed wejściem w kółko ludzi — to wszystko jest normalne. Ale jeśli nigdy nie zaczniesz działać mimo tego dyskomfortu, networking zawsze będzie Cię kosztował więcej, niż powinien.
Tu ważna jest też inna obserwacja z odcinka: najgłośniejsze osoby nie zawsze są najbardziej wartościowe. To bardzo uwalniające dla introwertyków. Nie musisz celować w centrum sceny. Często znacznie lepsze rozmowy zaczynają się na obrzeżach, z osobami, które też nie wiedzą, co robić, i też szukają bezpiecznego punktu zaczepienia.
Jeśli chcesz zacząć bez stresu, zapamiętaj ten prosty schemat:
- przygotuj cel przed wydarzeniem;
- wybierz 2–3 osoby do kontaktu;
- zadaj jedno dobre pytanie zamiast robić prezentację o sobie;
- zapisz kontekst po rozmowie;
- odezwij się po spotkaniu bez presji.
To wystarczy, żeby networking przestał być przypadkową męczarnią, a zaczął być procesem, który da się powtarzać.
Najważniejsze wnioski z tej rozmowy są proste. Networking dla introwertyków nie polega na byciu bardziej głośnym. Polega na byciu bardziej świadomym. Jeśli masz plan, czujesz się bezpieczniej. Jeśli słuchasz, szybciej budujesz zaufanie. Jeśli notujesz i wracasz po czasie, przestajesz być tylko kolejną twarzą z eventu.
Druga rzecz: nie musisz poznać wszystkich. Wystarczy, że znajdziesz kilka osób, z którymi naprawdę warto zbudować relację. Wtedy networking przestaje być grą w liczby, a zaczyna działać jak sieć połączeń, z której korzystasz latami. I właśnie o tym jest ta rozmowa — o długim terminie, o intencji i o tym, że relacje nie rodzą się z presji.
I trzecia rzecz, chyba najważniejsza: introwertyk nie jest w networkingu na przegranej pozycji. Wręcz przeciwnie. Jeśli umie słuchać, zadawać pytania i utrzymywać kontakt z klasą, ma często większą przewagę niż osoba, która zagaduje wszystkich, ale niczego nie pamięta. Więcej przykładów, anegdot i praktycznych sytuacji znajdziesz w samym odcinku — warto go przesłuchać, jeśli chcesz budować relacje biznesowe bez udawania kogoś innego.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak te zasady działają w prawdziwych sytuacjach — od konferencji w San Francisco po eventy w Polsce — pełen odcinek DSS#12 daje dużo więcej kontekstu i anegdot. To dobry materiał, jeśli chcesz przestać stresować się pierwszym kontaktem.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →