Jeśli po evencie wracasz do domu z telefonem pełnym nowych kontaktów, ten odcinek jest dla Ciebie. Michał Domański mówi wprost, co zrobić, żeby follow-up nie skończył jako martwa wiadomość w skrzynce.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →Artykuły na tym blogu powstają na bazie tematów poruszanych w podcaście Druga Strona Sukcesu. I dobrze, bo właśnie tam padają rzeczy, które w praktyce mają znaczenie: co zrobić po evencie, jak nie spalić relacji i dlaczego sam kontakt w LinkedInie niczego nie załatwia.
W DSS#12 Michał Domański rozwija temat networkingu bez pudrowania. Jest o tym, że większość ludzi po spotkaniu po prostu znika. Jest o tym, że follow-up to nie „miły gest”, tylko moment, w którym budujesz pamięć o sobie. I jest też o tym, jak zrobić to tak, żeby nie brzmieć jak kolejny sprzedawca z gotową ofertą.
Jeśli prowadzisz firmę, sprzedajesz usługi albo po prostu budujesz sieć kontaktów biznesowych, to follow-up po evencie może być jednym z najbardziej niedocenianych narzędzi w całym procesie. Nie dlatego, że jest spektakularny. Właśnie dlatego, że działa cicho, ale długoterminowo.
Follow-up po evencie nie zaczyna się po evencie
Największy błąd? Myślenie, że follow-up robi się dopiero wtedy, gdy wrócisz do biura. W rozmowie padło coś bardzo ważnego: follow-up jest skuteczny tylko wtedy, gdy masz do czego wrócić. A to znaczy, że już na evencie musisz zebrać kontekst, nie tylko nazwisko i firmę.
Michał mocno podkreślał wagę notatek. Nie telefonu, nie luźnej pamięci „jakoś to ogarnę”, tylko krótkiego zapisu: o czym rozmawialiście, co ta osoba robi, co ją interesuje, co obiecała, o czym wspomniała mimochodem. Bez tego po dwóch dniach wszystkie rozmowy zaczynają się zlewać w jedną masę.
To w praktyce oznacza prostą zasadę: po każdym wartościowym spotkaniu zapisz trzy rzeczy:
- kim jest ta osoba i z jakiego kontekstu ją znasz,
- o czym była rozmowa,
- jaki był naturalny punkt zaczepienia do dalszego kontaktu.
To nie jest nadmierna organizacja. To jest ratowanie relacji przed zapomnieniem. Jeśli nie pamiętasz szczegółu, nie masz do czego nawiązać. A follow-up bez nawiązania jest tylko kolejną, anonimową wiadomością.
Jak napisać follow-up po evencie, żeby nie brzmiał jak masowa wysyłka
W odcinku wracał jeden motyw: ludzie są przebodźcowani i nie czekają na kolejną ofertę. Dlatego follow-up nie powinien zaczynać się od „Cześć, miło było poznać, sprawdź moją usługę”. Taki komunikat od razu ustawia Cię w pozycji osoby, która chce coś sprzedać, zanim w ogóle przypomni drugiej stronie, kim jest.
Lepszy follow-up jest prosty, konkretny i osadzony w rozmowie. Nie musi być długi. Ma pokazać, że pamiętasz kontekst i że naprawdę słuchałeś. Michał mówił wprost, że większość osób po spotkaniu trafia do bazy kontaktów, więc już sam fakt odezwania się wyróżnia Cię z tłumu.
Dobry follow-up może wyglądać tak:
- krótkie podziękowanie za spotkanie,
- jedno zdanie przypominające temat rozmowy,
- nawiązanie do konkretu, który padł na evencie,
- ewentualnie link, materiał albo pytanie, jeśli naprawdę coś wnosi.
Przykład? „Cześć, dzięki za rozmowę na Karpackim Startup Fest. Został mi w głowie temat, o którym mówiłeś przy okazji X. W międzyczasie trafiłem na materiał, który może Ci się przydać. Jeśli chcesz, podeślę.” To brzmi jak relacja, nie jak skrypt sprzedażowy.
Po co follow-up po evencie, jeśli nie ma od razu biznesu
To jeden z najmocniejszych wątków rozmowy: networking nie jest transakcją. Michał bardzo jasno oddzielał relacyjne podejście od krótkoterminowego „daj kontakt, daj lead, daj deal”. I właśnie follow-up jest momentem, w którym widać, po której stronie stoisz.
Jeśli Twoim celem jest tylko szybka sprzedaż, follow-up będzie wyczuwalny od razu. A wtedy relacja się zamyka, zanim jeszcze zdąży się zacząć. Jeśli natomiast po prostu przypominasz się, wracasz do rozmowy, dajesz coś od siebie i nie ciśniesz na odpowiedź, budujesz coś dużo cenniejszego: zaufanie.
W podcaście padło kilka przykładów tego, jak takie podejście procentuje po czasie. Ktoś pamięta, że byłeś pomocny. Ktoś inny odzywa się po miesiącu, bo skojarzył Cię z tematem. Jeszcze ktoś poleca Cię dalej, bo wie, że nie byłeś „wystawiony po coś”, tylko naprawdę interesowała Cię rozmowa.
Follow-up ma więc trzy role:
- utrwala pamięć o Tobie,
- pokazuje kulturę relacji,
- otwiera drzwi do późniejszej rozmowy, nawet jeśli dziś nic się nie dzieje.
To jest szczególnie ważne dla przedsiębiorcy. Bo często biznes nie zaczyna się od „kupuję”, tylko od „pamiętam, że Cię znam i że warto do Ciebie wrócić”.
Największy błąd po evencie: pisać do wszystkich tak samo
Masowe follow-upy są wygodne, ale zabijają to, co najważniejsze: wrażenie, że druga osoba była dla Ciebie ważna. Michał opowiadał o tym bardzo praktycznie: każdy kontakt jest inny, każdy kontekst jest inny, a nie każdy człowiek potrzebuje od Ciebie tego samego.
To dlatego notatki są tak ważne. Dzięki nim możesz odróżnić osobę, z którą rozmawiałeś o technologii, od kogoś, kto opowiadał Ci o produkcie, a jeszcze inny kontakt odesłał Cię do konkretnego tematu branżowego. Zamiast jednego, uniwersalnego maila, możesz wysłać wiadomość, która brzmi jak ciąg dalszy rozmowy.
Najczęściej popełniane błędy są proste, ale kosztowne:
- brak odniesienia do rozmowy,
- zbyt szybka próba sprzedaży,
- wysyłka wiadomości bez pamięci o kontekście,
- oczekiwanie natychmiastowej odpowiedzi.
I jeszcze jedno: follow-up nie musi być odpowiedzią na wszystko. Czasem wystarczy, że zostawisz ślad. Michał mówił o tym wprost — ludzie są zawaleni sprawami, więc brak odpowiedzi nie znaczy braku zainteresowania. Czasem po prostu potrzebują czasu.
W odcinku Michał pokazuje też, jak follow-up łączy się z aktywnym słuchaniem i przygotowaniem przed eventem. To właśnie ten wątek robi największą różnicę między przypadkowym kontaktem a relacją, która wraca po czasie.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →Follow-up po evencie to nie tylko wiadomość, ale też pomoc
Najciekawsze w podejściu Michała jest to, że follow-up nie kończy się na „co słychać?”. Czasem najlepsza wiadomość po evencie to taka, która wnosi wartość: przesłany artykuł, kontakt do kogoś, kogo wspólnie omawialiście, albo przypomnienie o czymś istotnym dla drugiej strony.
W rozmowie padł bardzo dobry przykład: jeśli wiesz, że ktoś produkuje lampy, a trafiasz na tekst o zmianach w regulacjach dotyczących żarówek, wyślij mu link. Bez nacisku. Bez „zobacz, co mogę Ci sprzedać”. Po prostu: „Pomyślałem o Tobie, może Ci się przydać”.
To działa, bo pokazuje trzy rzeczy naraz:
- masz pamięć do szczegółów,
- myślisz o drugiej stronie długoterminowo,
- nie traktujesz relacji wyłącznie transakcyjnie.
Taki follow-up buduje coś więcej niż odpowiedź. Buduje skojarzenie: ta osoba słucha, pamięta i potrafi połączyć kropki. A właśnie takie kontakty wracają, gdy pojawia się realna potrzeba.
Jak utrzymać kontakt po evencie bez spamowania i presji
Follow-up po evencie nie może zamienić się w polowanie na odpowiedź. Michał mocno powtarzał, że nie wolno zakładać złych intencji. Ktoś nie odpisał? Może jest zasypany pracą. Może nie miał przestrzeni. Może Twoja wiadomość była dla niego ważna, ale nie była priorytetem na dziś.
To ważna zmiana myślenia. Zamiast: „czemu nie odpisuje?”, lepiej myśleć: „czy zostawiłem po sobie dobry ślad?”. Bo w networkingowym świecie bardzo często chodzi właśnie o ślad. O to, że za trzy miesiące ktoś sobie przypomni: „hej, przecież ten człowiek znał się na tym temacie”.
Dlatego dobre praktyki po evencie są dość proste:
- nie wysyłaj kilku wiadomości pod rząd bez powodu,
- wracaj do kontaktu tylko wtedy, gdy masz konkretny kontekst,
- nie obrażaj się na brak reakcji,
- traktuj kontakt jako proces, nie jednorazowy strzał.
Właśnie to odróżnia relację od spamowania. Follow-up ma przypominać, a nie naciskać. Ma otwierać drzwi, a nie walić w nie młotkiem.
Wnioski z DSS#12: follow-up po evencie działa, jeśli najpierw był człowiek
Najważniejszy wniosek z rozmowy z Michałem Domańskim jest prosty: dobry follow-up po evencie nie zaczyna się od wiadomości, tylko od uważności. Najpierw słuchasz, notujesz, rozumiesz kontekst. Dopiero potem odzywasz się tak, żeby druga strona poczuła, że naprawdę była widziana, a nie tylko „dodana do kontaktów”.
Drugi wniosek jest równie ważny: nie próbuj wygrywać ilością. W odcinku padło jasno, że networking to nie zbieranie 40 wizytówek ani masowy speed dating. Często lepiej mieć dwa porządne kontakty i jeden sensowny follow-up niż 20 wiadomości, z których nikt nic nie wyniesie.
Trzeci wniosek dotyczy już samej postawy. Follow-up ma sens tylko wtedy, gdy myślisz długoterminowo. Gdy dajesz coś od siebie bez natychmiastowego oczekiwania zwrotu. Gdy budujesz pamięć, zaufanie i sieć powiązań, a nie tylko listę nazwisk w telefonie.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak Michał rozwija ten temat krok po kroku — od pierwszego podejścia do rozmowy, przez aktywne słuchanie, aż po sensowny follow-up — koniecznie odsłuchaj cały odcinek. Tam jest dużo więcej praktyki, przykładów i konkretów, których nie da się zamknąć w jednym artykule.
Chcesz wejść głębiej w temat follow-upu, relacji i networkingu bez sztuczności? W pełnym odcinku DSS#12 Michał Domański opowiada o błędach, które robi prawie każdy, i o prostych ruchach, które naprawdę pomagają wrócić do kontaktu.
Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →