DSS#27

Jeśli prowadzisz firmę z rodziną albo przejmujesz biznes po rodzicach, ten odcinek warto odsłuchać najpierw. To rozmowa bez lukru o ego lidera, pokorze i o tym, dlaczego czasem trzeba mniej mówić, a więcej słuchać.

Posłuchaj odcinka DSS#27 na YouTube →

Artykuły na blogu Druga Strona Sukcesu powstają z tematów, które naprawdę wybrzmiewają w podcaście. Ten tekst też nie bierze się z teorii oderwanej od życia, tylko z rozmowy o sukcesji, rodzinie, odpowiedzialności i przywództwie w praktyce.

Najmocniejsza rzecz, jaka wybrzmiewa z rozmowy z Mileną Jastrzębską, jest prosta: lider, który za bardzo ufa swojemu ego, przestaje prowadzić zespół, a zaczyna prowadzić własne przekonania. W firmie rodzinnej to szczególnie kosztowne, bo stawką nie są tylko wyniki. Stawką są relacje, zaufanie, ciągłość firmy i to, czy kolejna generacja rzeczywiście ma gdzie wejść.

W tym odcinku nie ma bajki o gładkim przejęciu biznesu. Jest za to konkret: dojrzewanie do roli, tarcia między rodzeństwem, wycofywanie się nestora, testowanie granic, uczenie się pokory i budowanie firmy tak, żeby dało się ją prowadzić również wtedy, gdy jedna osoba nie ma już siły wszystkiego dźwigać. I dokładnie na tym warto się zatrzymać.

Ego lidera w firmie rodzinnej szybko wychodzi na wierzch

W klasycznej firmie ego lidera potrafi psuć atmosferę. W firmie rodzinnej robi coś więcej: miesza role. Nagle jesteś córką, siostrą, żoną, współwłaścicielką, liderką i osobą, która ma prawo mieć własne zdanie. Milena mówi wprost, że u nich to nie jest jedna rola, tylko cały pakiet na start. I właśnie dlatego trzeba uważać, żeby nie pomylić własnej pewności siebie z prawem do narzucania innym swojego tempa.

Na początku Milena przyszła do firmy z dużą energią i przekonaniem, że „tu jest bardzo dużo do zrobienia”. Sama przyznaje, że wtedy była dużo bardziej pewna różnych rzeczy, mimo że nie miała jeszcze pełnego umocowania, by być aż tak pewna. To ważny moment: czasem lider nie ma problemu z brakiem kompetencji. Ma problem z tym, że jego pewność wyprzedza dojrzałość zespołu.

W praktyce wygląda to tak, że lider:

  • mówi za dużo, bo chce pokazać, że wie;
  • słucha za mało, bo chce szybko wdrożyć swoje rozwiązanie;
  • interpretuje opór jako brak kompetencji, a nie jako sygnał, że ludzie potrzebują czasu;
  • myli tempo własne z tempem całej organizacji.

Milena z czasem zrozumiała, że może prowadzić zespół tylko tak daleko, jak on jest gotowy iść. Nie tam, gdzie ona już jest. To zdanie jest sednem dojrzałego przywództwa. Ego chce skrótu. Liderstwo wymaga cierpliwości.

Jak ograniczyć ego lidera, kiedy wiesz, że masz rację

Najtrudniejsze w ograniczaniu ego nie jest to, żeby przestać mieć własne zdanie. Najtrudniejsze jest to, żeby nie traktować swojego zdania jak jedynego słusznego. Milena mówi, że dziś potrafi być pewna czegoś jednego dnia, a tydzień później czegoś innego. I że nauczyła się do tego podchodzić z większą pokorą. To nie jest słabość. To jest realna przewaga lidera, który umie korygować kurs.

W rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa też to, że pokora nie oznacza bierności. Milena nie czekała, aż ktoś ją wszystkiego nauczy. Przychodziła, pytała, sprawdzała, brała odpowiedzialność za kawałki, które były zaniedbane. Ale jednocześnie uczyła się, że nawet jeśli ma energię i pomysł, nie może oczekiwać, że reszta firmy pobiegnie dokładnie w tym samym rytmie.

Jeśli chcesz ograniczyć własne ego jako lider, zacznij od trzech pytań:

  • czy ja naprawdę chcę usłyszeć odpowiedź, czy tylko potwierdzenie mojego pomysłu?
  • czy moja decyzja jest dobra dla firmy, czy tylko wygodna dla mojego poczucia kontroli?
  • czy ludzie nie milczą dlatego, że się zgadzają, czy dlatego, że nie czują się bezpiecznie, żeby powiedzieć „nie”?

To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne w rodzinnych układach. Tam „głupio się sprzeciwić” bywa silniejsze niż merytoryczny argument. I właśnie wtedy ego lidera najłatwiej przejmuje ster: bo nikt nie protestuje, więc chyba wszystko jest dobrze. Nie. Czasem po prostu nikt nie chce eskalować napięcia.

W sukcesji najgorsze jest myślenie: „teraz będzie po mojemu”

Milena bardzo wyraźnie mówi, że nie chodzi o zbudowanie firmy na przekór poprzedniemu pokoleniu. To ważny kontrast. Wielu sukcesorów wpada w pułapkę: skoro przejmuję biznes, to teraz wszystko zmieniam, żeby pokazać, że to już moje. Tyle że sukcesja nie jest konkursowym odcinaniem przeszłości. Jest przeniesieniem wartości w nowy sposób.

W ich firmie kluczową wartością odziedziczoną po ojcu była klientocentryczność. Tyle że Milena rozwija ją dziś po swojemu, nadając jej formę życzliwości, która obejmuje nie tylko klientów, ale też zespół. To nie jest miękkość dla samej miękkości. To jest świadoma decyzja: jeśli chcemy, żeby klient był dobrze obsłużony, musimy najpierw zadbać o sposób, w jaki ludzie rozmawiają między sobą.

Właśnie tu ego lidera robi największą szkodę. Bo ego chce zaznaczyć przewagę. A dobra sukcesja wymaga czegoś odwrotnego: uznania, że poprzednie pokolenie zbudowało fundament, a kolejne ma go rozwijać, a nie demolować. Milena przywołuje nawet obraz „znicza olimpijskiego” — przekazania pałeczki, która ma dalej nieść energię firmy. To bardzo trafna metafora. Nikt nie biegnie sam. Każdy tylko dokłada swój odcinek.

W praktyce oznacza to, że sukcesor powinien zadać sobie pytanie: co w tej firmie jest nienegocjowalne, a co mogę zrobić po swojemu? Dopiero wtedy zaczyna się mądra zmiana. Inaczej powstaje chaos ubrany w ambicję.

Rodzinny lider musi umieć słuchać także wtedy, gdy to boli

Jednym z najmocniejszych wątków odcinka jest relacja Mileny z bratem i ojcem. Ona sama przyznaje, że początki współpracy były trudne. Z jednej strony było dużo zaufania i ekscytacji, z drugiej — ona przychodziła do firmy i mówiła bratu, co robi źle. Trudno o bardziej czytelny przykład starcia ego z rzeczywistością.

I tu pojawia się ważna lekcja: w firmie rodzinnej nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć ją komunikować tak, żeby druga strona w ogóle mogła ją przyjąć. Milena dużo mówi o komunikacji, o uważności i o tym, że z czasem nauczyła się działać wolniej, z większym sprawdzaniem gruntu. Nie dlatego, że przestała być szybka. Dlatego, że zrozumiała konsekwencje zbyt szybkiego pchania ludzi do przodu.

W rozmowie wybrzmiewa też coś jeszcze: jej brat, mimo że miał trudniej, przyjął uczenie się i zrobił dużo pracy nad sobą. To ważne, bo ograniczenie ego nie jest zadaniem tylko sukcesora. To zadanie całego systemu. Jeśli jedna osoba się zmienia, a reszta dalej broni dawnych schematów, nic z tego nie wyjdzie.

Jeżeli jesteś liderem w rodzinnej firmie, sprawdź, czy nie robisz jednego z tych rzeczy:

  • korygujesz ludzi w sposób, który odbiera im chęć współpracy;
  • traktujesz pytania jako podważanie autorytetu;
  • zakładasz, że skoro ty widzisz problem, to inni też powinni go natychmiast zobaczyć;
  • myślisz, że bycie liderem oznacza bycie pierwszym we wszystkim.

To właśnie na tym tle najłatwiej wychodzi, czy lider prowadzi zespół, czy tylko go przepycha.

DSS#27

Jeśli jesteś w trakcie przejmowania rodzinnego biznesu, ten moment odcinka szczególnie Cię uderzy. Milena bardzo konkretnie mówi o tym, jak wygląda zderzenie ambicji, lojalności i potrzeby budowania wszystkiego po swojemu.

Posłuchaj odcinka DSS#27 na YouTube →

Najlepsi liderzy nie próbują być mądrzejsi od całego zespołu

W podcaście mocno wybrzmiewa turkusowy sposób myślenia o firmie. To nie jest moda ani dekoracja. To bardzo konkretne podejście do tego, jak rozdzielać odpowiedzialność i jak podejmować decyzje bez udawania, że jedna osoba musi wiedzieć wszystko. Milena opisuje rolę, odpowiedzialność i fakt, że decyzje powinny należeć do tych, którzy naprawdę biorą za dany obszar odpowiedzialność.

Tu ego lidera często robi pod górkę. Bo jeśli lider chce wszystko domknąć osobiście, szybko staje się wąskim gardłem. Milena mówi wprost, że w pewnym sensie nadal ma 51 ról i choć to się zmienia, to jej praca polega też na tym, żeby nie brać na siebie rzeczy, które są już wypełnione przez innych. To wymaga prawdziwej pokory. Nie tej deklarowanej, tylko operacyjnej: „to nie musi przejść przeze mnie”.

W ich firmie widać to również w sposobie mapowania ról. Są role, które dają realizację, mistrzostwo, rozwój albo po prostu są do oddania. To świetne narzędzie, bo pokazuje, że lider nie musi trzymać wszystkiego dla siebie, żeby mieć wpływ. Czasem jego najważniejszą decyzją jest właśnie oddanie rzeczy, których nie musi już dźwigać.

To dobry test dla każdego lidera: czy umiesz oddać zadanie bez poczucia, że tracisz pozycję? Jeśli nie, ego ma się u ciebie dobrze. Jeśli tak, zaczynasz budować zespół, a nie własny pomnik.

Jak w praktyce wygląda lider bez nadmuchanego ego

Milena daje w rozmowie bardzo mocny, praktyczny obraz lidera, który nie jest skupiony na swojej wielkości, tylko na działaniu firmy. Taki lider potrafi pytać ojca o strategiczną perspektywę, potrafi uczyć się od młodszych, potrafi przyznać, że nie wszystko wie, i nie robi z tego dramatu. To brzmi prosto. W praktyce jest bardzo trudne.

Co to oznacza na poziomie codziennych decyzji? Przede wszystkim mniej improwizacji z pozycji siły, a więcej sprawdzania gruntu. Mniej „robimy tak, bo ja tak czuję”, a więcej „sprawdźmy, jak to wpłynie na ludzi, role i klientów”. Mniej presji na natychmiastowy efekt, a więcej cierpliwości wobec procesu. Milena mówi, że dziś prowadzi zespół wolniej, bo wie, że szybkość bez uważności kończy się błędem.

Jeśli chcesz sprawdzić, czy twoje ego nie przejęło steru, zwróć uwagę na sygnały ostrzegawcze:

  • coraz mniej pytasz, a coraz więcej ogłaszasz;
  • coraz częściej poprawiasz innych zamiast ich rozwijać;
  • coraz rzadziej dopuszczasz sprzeciw;
  • coraz częściej czujesz, że tylko ty „naprawdę rozumiesz” firmę;
  • coraz trudniej ci oddać odpowiedzialność, nawet tam, gdzie ktoś inny robi to lepiej.

To nie są drobiazgi. To są dokładnie te miejsca, w których liderzy rozbijają zespoły od środka, nawet jeśli oficjalnie wszystko wygląda „profesjonalnie”.

Podsumowanie: sukcesja bez pokory kończy się przejęciem, nie rozwojem

Historia opowiedziana przez Milenę Jastrzębską pokazuje bardzo wyraźnie, że sukcesja firmy rodzinnej nie polega na samym przekazaniu kluczy. Polega na tym, czy nowy lider potrafi unieść odpowiedzialność bez wchodzenia w rolę wszechwiedzącego. A to wymaga ograniczenia ego, słuchania, gotowości do uczenia się i szacunku do tego, co już zostało zbudowane.

Największa siła tej rozmowy tkwi w tym, że nie ma tam taniej motywacji. Jest za to konkret: Milena mówi o swoich błędach, o pokonywaniu obaw, o trudnościach we współpracy z bratem, o zderzeniu z pandemią, o zmianach w zespole i o tym, że prawdziwa transformacja trwa latami. To ważna lekcja dla każdego przedsiębiorcy. Firma nie dojrzewa szybciej niż ludzie, którzy ją prowadzą.

Jeśli więc jesteś liderem, sukcesorem albo po prostu osobą, która ma wpływ na innych, warto zadać sobie jedno pytanie: czy ja naprawdę prowadzę zespół, czy tylko próbuję potwierdzić własną ważność? Od odpowiedzi na to pytanie zależy więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Właśnie takie rozmowy pokazują, że prawdziwe przywództwo zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba bycia najgłośniejszym w pokoju.

DSS#27

Chcesz usłyszeć pełny kontekst, wszystkie przykłady z firmy rodzinnej i perspektywę Mileny na sukcesję, ego lidera oraz budowanie zespołu? Obejrzyj cały odcinek — to zdecydowanie więcej niż skrót z bloga.

Posłuchaj odcinka DSS#27 na YouTube →