DSS#3

Jeśli prowadzisz firmę, zespół albo po prostu jesteś w miejscu, w którym wszystko „działa”, ale ty coraz częściej jedziesz na oparach, ten odcinek da ci bardzo konkretny punkt odniesienia. Posłuchaj rozmowy z Moniką Sowińską i zobacz, jak wygląda odporność psychiczna w praktyce, a nie w teorii.

Posłuchaj odcinka DSS#3 na YouTube →

W biznesie łatwo zachwycić się tempem, skalą i ambicją. Dużo trudniej zauważyć moment, w którym to tempo zaczyna cię kosztować więcej, niż daje zwrot. I właśnie o tym jest ten temat: odporność psychiczna foundera nie jest dodatkiem do sukcesu, tylko jednym z warunków, żeby sukces w ogóle nie zamienił się w przeciążenie.

Artykuły na blogu Druga Strona Sukcesu powstają właśnie z takich rozmów — z tematów poruszanych w podcaście, ale rozwijanych tak, żebyś mógł od razu wyciągnąć z nich coś dla siebie. W odcinku DSS#3 Monika Sowińska mówi o odporności psychicznej bez ozdobników: o badaniu, o czterech obszarach, o wypaleniu, o emocjach, o relacjach i o tym, kiedy warto się zatrzymać, zanim zignorowanie sygnałów wejdzie ci za głęboko.

Jeśli prowadzisz firmę, zarządzasz ludźmi albo po prostu jesteś odpowiedzialny za wynik, ten tekst pokaże ci, jak spojrzeć na siebie jak na narzędzie pracy. Nie po to, żeby się naprawiać. Po to, żeby sprawdzić, co już działa, gdzie masz luki i co może cię kosztować najwięcej w długim terminie.

Odporność psychiczna foundera to nie twardość za wszelką cenę

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest prosty, ale bardzo ważny zwrot: odporność psychiczna nie polega na tym, że nic cię nie rusza. Monika tłumaczy ją jako cechę osobowości, która w dużym stopniu wpływa na to, jak radzimy sobie z presją, stresem i wyzwaniami. Ale równie mocno podkreśla, że to nie jest cecha dana raz na zawsze. Można ją rozwijać, wzmacniać i ćwiczyć.

To ważne szczególnie dla founderów, którzy często mylą odporność z bezwzględną kontrolą, tłumieniem emocji albo samowystarczalnością. W praktyce taki model kończy się często przeciążeniem. Człowiek przez chwilę wygląda na skutecznego, ale potem zaczyna płacić zdrowiem psychicznym, relacjami albo zdolnością do podejmowania sensownych decyzji.

Monika porównała odporność do „bańki” albo tarczy, przez którą przechodzą trudne zdarzenia. Nie chodzi o to, żeby nic nie czuć, tylko żeby umieć nie rozsypać się po każdym uderzeniu. To daje bardzo konkretne pytanie do refleksji: czy twoja odporność pomaga ci działać, czy tylko udaje, że nic cię nie dotyczy?

W biznesie ten niuans ma znaczenie. Osoba odporna psychicznie nie musi być zimna, agresywna ani nie do ruszenia. Może być skuteczna, a jednocześnie uważna. Może podejmować ryzyko bez ignorowania sygnałów ostrzegawczych. I właśnie to odróżnia dojrzałe przywództwo od zwykłego pchania tematu dalej.

Jak sprawdzić odporność psychiczną founderów i liderów w praktyce

W odcinku pojawia się bardzo konkretna odpowiedź na pytanie, jak taką odporność badać. Monika mówi o licencjonowanym badaniu psychometrycznym odporności psychicznej, które trwa około 10–15 minut i daje raport z podziałem na cztery obszary: kontrolę, zaangażowanie, wyzwanie i pewność siebie. To nie jest test oparty wyłącznie na „wydaje mi się”, tylko narzędzie porównujące nasze reakcje z grupą odniesienia.

Dlaczego to jest ważne? Bo founder często żyje w przekonaniu, że wszystko „po prostu tak ma”, a w rzeczywistości ma bardzo konkretny profil reakcji. Jedni mają ogromną potrzebę wpływu i szybko biorą na siebie za dużo. Inni mocno przeżywają ocenę. Jeszcze inni nie znoszą zmiany albo boją się wchodzić w relacje i delegowanie. Bez pomiaru łatwo zgadywać. A zgadywanie w biznesie bywa drogie.

Warto potraktować taki test nie jako etykietę, ale jako punkt startu. Wynik nie ma ci powiedzieć: „jesteś dobry” albo „jesteś słaby”. Ma pokazać, w których sytuacjach działasz dobrze, a gdzie twoje reakcje mogą cię osłabiać. To właśnie dlatego Monika podkreślała sens połączenia testu z rozmową albo sesją omówienia raportu. Sama liczba niczego jeszcze nie zmienia. Zmienia ją dopiero zrozumienie, co ta liczba oznacza dla twojego sposobu prowadzenia firmy.

Jeśli miałbyś z tego obszaru wziąć jedną praktyczną zasadę, byłaby taka:

  • badaj siebie wtedy, gdy chcesz podejmować ważne decyzje, a nie dopiero po kryzysie,
  • traktuj wynik jako mapę reakcji, nie ocenę charakteru,
  • patrz nie tylko na ogólny poziom odporności, ale też na konkretne obszary,
  • porównuj raport z realnym funkcjonowaniem w pracy, nie z własnym wyobrażeniem o sobie.

To podejście jest dużo bardziej użyteczne niż ogólne „muszę być silniejszy”. W biznesie nie chodzi o silniejszego człowieka. Chodzi o człowieka, który wie, gdzie ma ograniczenia i co z nimi zrobić, zanim zrobią to za niego emocje, zmęczenie albo konflikt w zespole.

Największy błąd przedsiębiorcy: mylenie wpływu z kontrolą

Jednym z najbardziej praktycznych fragmentów rozmowy jest ten o obszarze kontroli. Monika bardzo jasno rozdziela trzy sfery: to, na co mamy wpływ, to, na co wpływu nie mamy, i to, co leży po stronie drugiego człowieka. Dla founderów to może brzmieć banalnie, ale w codziennym działaniu jest jednym z najczęściej ignorowanych rozróżnień.

Wielu przedsiębiorców zużywa ogrom energii na rzeczy, których nie da się kontrolować. Pogoda, rynek, zachowanie klienta, decyzje inwestora, nastroje zespołu, cudze reakcje — to wszystko potrafi zająć głowę bardziej niż to, co naprawdę jest po naszej stronie. Monika dobrze pokazuje, że jeśli próbujesz walczyć z tym, czego nie kontrolujesz, to nie budujesz odporności. Budujesz frustrację.

Jej przykład z trzema „biznesami” — tym, co należy do nas, do innych ludzi i do „Pana Boga” lub losu — jest bardzo trafny. Dla przedsiębiorcy to może być brutalna, ale wyzwalająca lekcja. Nie wszystko trzeba naprawić. Nie na wszystko trzeba reagować natychmiast. Nie każdy problem wymaga twojej energii. Czasem wymaga jedynie uznania, że nie masz na niego wpływu i trzeba szukać innego wyjścia.

To podejście warto wdrożyć w codziennym prowadzeniu firmy. Pomaga w tym proste ćwiczenie:

  • zapisz sytuację, która cię właśnie stresuje,
  • podziel ją na elementy, które zależą od ciebie i od innych,
  • zaznacz, na co naprawdę masz wpływ dziś,
  • usuń z listy wszystko, czego i tak nie zmienisz.

Brzmi prosto, ale takie odcięcie niepotrzebnego napięcia potrafi uratować dzień. A czasem cały tydzień pracy.

DSS#3

W połowie rozmowy pojawia się bardzo praktyczny wątek: co robić, kiedy emocje już „zalały” i trudno myśleć racjonalnie. Jeśli to ten fragment jest ci teraz najbliższy, koniecznie wróć do odcinka i zobacz, jak Monika tłumaczy pierwszą pomoc dla przeciążonej głowy.

Posłuchaj odcinka DSS#3 na YouTube →

Emocje w biznesie: nie przeszkoda, tylko sygnał

Monika mocno uderza w przekonanie, że emocje trzeba „odstawić na bok”, jeśli chce się dobrze prowadzić firmę. Jej zdaniem wypieranie emocji bywa na krótką metę wygodne, ale na dłuższą prowadzi do naruszenia zdrowia psychicznego. To bardzo ważne zdanie, bo wielu liderów nadal działa według logiki: najpierw wynik, potem człowiek. Problem w tym, że człowiek w tej kolejności bardzo często nie dociera do etapu „potem”.

W rozmowie padło też coś jeszcze cenniejszego: emocje odczuwamy poprzez ciało. To oznacza, że zanim nazwiesz stres, złość czy strach, często najpierw czujesz napięcie w karku, zaciśnięte szczęki, płytki oddech albo wewnętrzny chaos. W praktyce lider, który zna swoje sygnały z ciała, ma większą szansę zatrzymać się wcześniej. A to często decyduje o tym, czy rozmowa z zespołem skończy się spokojnie, czy wybuchem.

Monika podała kilka prostych narzędzi pierwszej pomocy: oddech brzuchem, spokojny wdech i wydech, wyjście z sytuacji na chwilę, ruch, rozładowanie napięcia z ciała. Nie są to „magiczne techniki”. To raczej sposób na odzyskanie dostępu do części mózgu odpowiedzialnej za myślenie racjonalne. Kiedy emocje są zbyt silne, decyzje stają się impulsywne. Gdy wracasz do równowagi, możesz dopiero sprawdzić, co naprawdę się dzieje.

Jest tu jeszcze jeden biznesowy wniosek: emocje bywają informacją. Monika podała bardzo trafny przykład sytuacji, w której nagle pojawia się strach mimo braku oczywistego zagrożenia. To może oznaczać, że ktoś manipuluje, coś kręci albo sytuacja nie jest fair. Jeśli umiesz to zauważyć, zamiast tłumić sygnał, możesz zadać trafniejsze pytania. Czyli zamiast reagować automatycznie, zaczynasz zbierać dane.

Dla founderów to ogromna zmiana. Nie chodzi o to, żeby emocje rządziły firmą. Chodzi o to, żeby nie były ignorowane, bo bardzo często wiedzą coś wcześniej niż rozum.

Wypalenie nie zaczyna się od jednego kryzysu, tylko od serii zignorowanych sygnałów

Jedna z najmocniejszych części odcinka dotyczy wypalenia. Monika mówi wprost, że da się je rozpoznać po tym, że człowiek chodzi „nosem po ziemi”, jest ciągle zmęczony, odkłada odpoczynek, traci sens tego, co robi. To nie jest stan, który pojawia się nagle. To raczej efekt długotrwałego przeciążenia, które było przez długi czas racjonalizowane.

Ważne jest też to, że w wypaleniu brak sensu najczęściej dotyczy pracy, nie całego życia. To odróżnia je choćby od depresji, która obejmuje szerszy obszar funkcjonowania. Dla przedsiębiorcy to szczególnie istotne, bo bardzo łatwo pomylić „mam dość tej firmy” z „mam dość wszystkiego”. A to nie zawsze jest to samo. Czasem trzeba zmienić sposób pracy. Czasem trzeba poszukać wsparcia. A czasem trzeba zatrzymać się natychmiast.

Monika zwraca uwagę także na sygnały z otoczenia. Jeśli inni mówią ci, że jesteś ciągle zmęczony, smutny, zły, sztywny albo że pracujesz za długo, to nie warto tego zbywać. Zespół, partner, bliskie osoby często widzą przeciążenie wcześniej niż ty sam. Szczególnie kiedy founder jest przyzwyczajony do działania na wysokich obrotach i uważa to za normę.

To dobry moment na konkretny test dla siebie:

  • czy regularnie odkładasz odpoczynek?
  • czy coraz trudniej ci poczuć sens własnej pracy?
  • czy po dniu pracy nie masz już przestrzeni na nic poza przetrwaniem?
  • czy bliscy zwracają ci uwagę, że coś się w tobie zmienia?

Jeśli na kilka z tych pytań odpowiadasz „tak”, to nie jest moment na kolejną motywacyjną konferencję. To jest moment na zatrzymanie i sprawdzenie, co naprawdę się dzieje.

Co robić, kiedy biznes już cię przerasta

W rozmowie padła bardzo konkretna rekomendacja: jeśli wchodzisz w głębszy kryzys, szukaj wsparcia. Nie jednej rady z internetu, nie kolejnego filmiku o produktywności, tylko realnej pomocy. Monika mówi o konsultacji psychologicznej, terapii, czasem także o psychiatrii, jeśli sytuacja tego wymaga. To nie jest oznaka porażki. To jest oznaka odpowiedzialności.

Ważna była też uwaga, żeby nie poprzestać na pierwszym specjaliście. Jeśli nie masz zaufania do osoby, z którą rozmawiasz, szukaj dalej. Można wręcz potraktować to jak casting. To rozsądne, zwłaszcza gdy chodzi o obszary tak osobiste jak zdrowie psychiczne, wzorce zachowań i stare schematy, które mogły cię kiedyś chronić, a dziś już ci szkodzą.

Monika zaznacza również, że w przypadku głębszego kryzysu połączenie terapii i wsparcia psychiatrycznego może być bardzo pomocne. Szczególnie wtedy, gdy człowiek jest już tak przeciążony, że sam nie ma siły wyjść z własnego stanu. To ważne dla founderów, którzy mają tendencję do myślenia: „jeszcze trochę pociągnę”. Czasem właśnie to „jeszcze trochę” jest najdroższą decyzją.

Jeśli miałbyś z tego fragmentu zapamiętać jedną rzecz, to tę: wsparcie nie jest po to, żeby zabrać ci odpowiedzialność, tylko żebyś w ogóle był w stanie ją dalej unieść.

Odporność psychiczna founderów rośnie szybciej, gdy nie próbują dźwigać wszystkiego sami

W końcówce rozmowy Monika wraca do bardzo praktycznego wniosku: trzeba budować bazę. Zadbana prywatność, relacje, sen, ruch, odżywianie, poczucie sensu — to nie są dodatki do „prawdziwego biznesu”. To fundament, na którym biznes stoi albo się sypie. I tu nie chodzi o idealny balans. Chodzi o względną równowagę i świadomość, że życie jest dynamiczne.

To szczególnie ważne w środowisku startupowym i wśród liderów, którzy często mają w sobie wysoką potrzebę działania, presję dowożenia i silne przekonanie, że wszystko zrobią najlepiej sami. Monika bardzo dobrze pokazuje, że taki model może prowadzić do wypalenia, zwłaszcza jeśli dochodzi do tego trudność w delegowaniu i w budowaniu relacji. A przecież zespół nie jest po to, żeby founder miał więcej obowiązków. Zespół jest po to, żeby odciążyć jego „taczkę”.

Jest też ważny wątek dopasowania ludzi w zespole. Monika mówi o tym, że osoby o różnym profilu odporności psychicznej funkcjonują inaczej: jedne potrzebują szybkości, inne relacji, jeszcze inne czasu na przekonanie się do współpracy. Gdy zespół tego nie rozumie, rodzą się spięcia. Gdy rozumie — łatwiej znaleźć punkt wspólny. W praktyce to oznacza, że odporność psychiczna nie służy tylko jednostce. Wpływa też na to, jak firma współpracuje, rozmawia i dowozi zadania.

Dlatego najlepszym podsumowaniem całej rozmowy jest prosta zasada: im lepiej znasz własne reakcje, tym mniej biznes zarządza tobą, a bardziej ty zarządzasz biznesem. A to już robi ogromną różnicę w długim terminie.

Jeśli prowadzisz firmę, nie musisz czekać na kryzys, żeby sprawdzić swoją odporność psychiczną. Możesz zrobić to teraz — po to, żeby wiedzieć, co wzmacnia twoje decyzje, a co je podkopuje. Możesz też potraktować wynik nie jako ocenę, ale jako instrukcję obsługi samego siebie. I właśnie w tym jest największa wartość takiego testu.

Jeżeli chcesz zobaczyć, jak Monika tłumaczy te obszary jeszcze dokładniej, jak mówi o badaniu, wypaleniu i relacji między odpornością a przywództwem, wróć do pełnego odcinka. Tam jest więcej kontekstu, przykładów i bardzo konkretnych obserwacji z pracy z przedsiębiorcami.

DSS#3

Jeśli ten tekst dał ci choć jeden moment zatrzymania, pełna rozmowa z Moniką Sowińską pomoże ci poukładać temat jeszcze głębiej. W odcinku DSS#3 jest więcej o badaniu odporności psychicznej, wypaleniu i tym, jak lider może przestać działać na autopilocie.

Posłuchaj odcinka DSS#3 na YouTube →