
Excel pomaga liczyć, ale nie odpowie, po co firma w ogóle istnieje. Książka Grzegorza Klimarczyka pokazuje sprawdzony model przejścia od kontroli do autonomii i odpowiedzialności.
Kup książkę „Firma bez szefa” →Wiele firm zaczyna od Excela, bo to najprostsze. Łatwo policzyć marżę, koszty, prognozę i plan. Problem w tym, że liczby bez „dlaczego” bardzo szybko stają się pułapką. Można mieć idealnie wyglądający arkusz i jednocześnie budować firmę, w której właściciel jest więźniem, zespół działa z przymusu, a decyzje nie mają żadnego sensu poza tym, że „tak wyszło w modelu”.
W odcinku DSS#41 Grzegorz Klimarczyk opowiada o dokładnie takiej drodze. O firmie, która przechodziła od autokratycznego zarządzania do samoorganizacji i samozarządzania. O oddawaniu ludziom realnej odpowiedzialności. O błędach, które kosztowały czas, energię i relacje. I właśnie dlatego warto patrzeć na ten temat szerzej: nie przez pryzmat narzędzia, tylko przez pryzmat decyzji, które budują albo niszczą biznes.
Dlaczego firma nie powinna zaczynać od Excela, tylko od własnego „dlaczego”
Grzegorz bardzo mocno podkreśla jedną rzecz: Excel jest pomocny, ale dopiero na końcu procesu myślenia. Najpierw musi być sens, kierunek i odpowiedź na pytanie, po co w ogóle coś robimy. Dopiero potem można sprawdzać, czy liczby się spinają.
To nie jest romantyczna opowieść o tym, że biznes ma być „fajny”. To jest bardzo praktyczne podejście. Jeśli firma nie wie, po co istnieje, to zaczyna gonić każdą okazję, która wygląda dobrze na papierze. A to zwykle kończy się robieniem rzeczy, które w krótkim terminie poprawiają wynik, ale w długim terminie rozwalają tożsamość organizacji.
W rozmowie padł świetny przykład z przejęciem General Electric przez Haier. Ktoś z GE znalazł niszowy, dobrze rokujący produkt i wszystko zgadzało się w arkuszu. Ale odpowiedź z drugiej strony była prosta: nie, bo to nie jest „nasze dlaczego”. I właśnie to jest przewaga firm, które mają jasny kierunek. One potrafią odrzucić pieniądze, jeśli te pieniądze prowadzą je w złym kierunku.
To trudne, bo w Polsce nadal często myślimy odwrotnie: najpierw okazja, potem uzasadnienie. Grzegorz pokazuje coś bardziej dojrzałego: najpierw warto sprawdzić, czy projekt pasuje do firmy, a dopiero potem czy się opłaca.
Jak wyjść z firmy, w której właściciel jest wąskim gardłem
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest moment, w którym Grzegorz otwarcie mówi, że kiedyś był w swojej firmie więźniem. Około 80% przychodów sprzedażowych zależało od niego, nie mógł normalnie wyjechać nawet na dzień, a firma funkcjonowała tak, jakby bez jego osobistego udziału miała się rozsypać.
To brzmi znajomo dla wielu przedsiębiorców. Na początku właściciel robi wszystko: sprzedaje, dogląda projektów, kontroluje finanse, rozwiązuje konflikty. Tyle że z czasem ta „zaradność” zamienia się w pułapkę. Firma nie rośnie, tylko coraz bardziej zależy od jednej osoby.
Grzegorz nie zrobił z tego mitu o samozbawieniu. Zamiast szukać cudownego rozwiązania, przeszedł przez ewolucję: od autokratycznego stylu, przez większą autonomię zespołów, aż po realne oddawanie decyzji. Najpierw zaczął od siebie. Zrozumiał, że problemem nie jest tylko zespół, ale także jego własny sposób działania.
To ważny wniosek dla każdego właściciela firmy:
- jeśli każda decyzja musi przejść przez Ciebie, to nie masz firmy, tylko przeciążone stanowisko pracy,
- jeśli ludzie czekają na Twoją zgodę na wszystko, to nie budujesz odpowiedzialności,
- jeśli jesteś jedyną osobą, która „naprawdę wie”, to Twoja firma ma bardzo krótką perspektywę wzrostu.
Samozarządzanie nie zaczyna się od modnych haseł. Zaczyna się od rezygnacji z potrzeby bycia wszędzie potrzebnym.
Nie liczby na górze, tylko odpowiedzialność w zespołach
W DSS#41 pada też bardzo konkretne i nieoczywiste rozwiązanie: nowe osoby w firmie były wyceniane przez zespół, a nie przez prezesa. Zespół określał, ile dana osoba ma zarabiać. Podobnie zlikwidowano prowizję sprzedażową, wprowadzono jawność wynagrodzeń i oddano ludziom więcej swobody w zatrudnianiu oraz zwalnianiu.
To brzmi odważnie, ale za tym stoi prosta logika. Jeśli chcesz, żeby ludzie naprawdę brali odpowiedzialność, musisz dać im realny wpływ. Nie tylko zadania. Nie tylko KPI. Tylko wpływ na decyzje, które dotyczą ich pracy i ich zespołu.
W rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa też różnica między samoorganizacją a samozarządzaniem. Samoorganizacja to etap, w którym zespół organizuje się wokół narzuconego celu. Samozarządzanie idzie dalej: zespoły współtworzą strategię, aktualizują kierunek i same określają cele na dany rok. To już nie jest „wykonać plan”, tylko współdecydować o planie.
Tu pojawia się kluczowy warunek: wolność bez odpowiedzialności to chaos. Właśnie dlatego Grzegorz nie mówi o anarchii. Mówi o systemie, w którym ludzie mają kontekst, wiedzę i przestrzeń do decyzji. Gdy ekspert rozumie cel, ma dostęp do danych i czuje zaufanie zespołu, podejmuje lepsze decyzje niż właściciel patrzący tylko z góry.
To mocny kontrargument przeciwko micie „szef wie najlepiej”. Często nie wie. Po prostu widzi inaczej. A to nie to samo.
W połowie rozmowy pada bardzo praktyczny temat: jak oddać decyzje ludziom, ale nie wpaść w anarchię. Jeśli temat odpowiedzialności, zaufania i kontekstu w firmie Cię dotyka, ten fragment odcinka szczególnie warto przesłuchać.
Posłuchaj odcinka DSS#41 na YouTube →Dlaczego „zielony chaos” nie jest celem, a tylko etapem
Jednym z ciekawszych wątków rozmowy jest krytyczne spojrzenie na turkus i tzw. zielony chaos. Grzegorz tłumaczy, że firmy często próbują uciec od sztywnej, pomarańczowej sprawczości w stronę „miękkiej” organizacji, gdzie wszyscy się słuchają, jest dużo empatii, ale brakuje efektywności i odpowiedzialności.
To ważne, bo wiele organizacji wpada w tę samą pułapkę: robią owocowe czwartki, masaże, dbają o klimat, ale nie dowożą wyników. Grzegorz mówi jasno: firma nie jest organizacją charytatywną. Dobrostan jest ważny, ale nie może zastąpić skuteczności.
W jego ujęciu najzdrowsze jest dojście do poziomu, w którym łączy się dwie rzeczy: ludzkie podejście i sprawczość. Nie sama empatia. Nie sam wynik. Tylko jedno z drugim. Właśnie dlatego tak mocno podkreśla potrzebę przejścia przez etap zielony możliwie szybko i świadomie, ale bez zatrzymywania się w nim na stałe.
To jest cenna lekcja również dla firm, które dopiero myślą o zmianie modelu zarządzania. Nie chodzi o to, żeby zastąpić jeden skrajny system drugim. Chodzi o to, by dojść do miejsca, w którym ludzie czują się bezpiecznie, ale też dowożą wyniki, potrafią rozmawiać o potrzebach i podejmować decyzje bez ciągłego oglądania się na szefa.
Co przedsiębiorca powinien zabrać z tej rozmowy
W odcinku DSS#41 nie ma prostych recept. I dobrze. Jest za to dużo rzeczy, które można od razu przełożyć na własną firmę. Najważniejsza lekcja brzmi: jeśli Twoja firma zaczyna się od Excela, to najpewniej kończy się na zysku. Jeśli zaczyna się od „dlaczego”, ma szansę zbudować coś trwalszego.
Najpraktyczniej można to ująć tak:
- zanim policzysz opłacalność, nazwij sens projektu,
- zanim oddasz ludziom odpowiedzialność, daj im kontekst,
- zanim zaczniesz wymagać samodzielności, przestań centralizować wszystko wokół siebie,
- zanim zmienisz strukturę, sprawdź, czy sam potrafisz odpuścić kontrolę,
- zanim zaczynasz kolejny projekt, zapytaj, czy naprawdę jest zgodny z Twoim „dlaczego”.
W rozmowie wybrzmiewa też coś bardzo uczciwego: transformacja nie jest bezbolesna. Są błędy, są rozstania, są kryzysy, są decyzje, które kosztują. Ale jeśli celem jest firma, która nie potrzebuje właściciela jako jedynego silnika, to nie da się tego zrobić bez konsekwencji.
Dlatego ta rozmowa nie jest o turkusie dla turkusu. Jest o dojrzałości w biznesie. O tym, że przedsiębiorca nie musi być bohaterem, który wszystko trzyma sam. Może być budowniczym systemu, który z czasem działa bez niego.

Jeśli chcesz wyjść z firmy opartej na własnym zaangażowaniu właściciela, sięgnij po tę książkę. To praktyczny przewodnik, jak zbudować organizację, która działa bez ciągłego nadzoru.
Kup książkę „Firma bez szefa” →