Okładka książki „Firma bez szefa” – Grzegorz Klimarczyk

Jeśli autokratyczne zarządzanie zaczyna blokować firmę, ta książka pokazuje sprawdzony sposób na oddanie decyzyjności bez chaosu i utraty kontroli.

Kup książkę „Firma bez szefa” →

Artykuły z tego bloga są inspirowane tematami poruszanymi w podcaście „Druga Strona Sukcesu”. I dobrze, bo o samozarządzaniu najłatwiej mówić w teorii, a najtrudniej przeżyć je w realnej firmie. Właśnie dlatego ten temat warto rozebrać na czynniki pierwsze: nie po to, żeby zachwycać się modnym hasłem, tylko żeby sprawdzić, co naprawdę musi się zmienić, gdy właściciel przestaje być centralnym punktem całej organizacji.

W rozmowie z Grzegorzem Klimarczykiem wybrzmiewa to bardzo mocno: firma bez szefa nie powstaje od deklaracji, tylko od długiego i momentami bolesnego oddawania decyzji. I nie chodzi tu o chaos czy „wolność dla wszystkich”. Chodzi o system, w którym ludzie naprawdę biorą odpowiedzialność, a właściciel nie jest już wąskim gardłem. To właśnie różnica między autokratycznym zarządzaniem a samoorganizacją.

Jak przejść z zarządzania autokratycznego do samoorganizacji

Największy błąd przedsiębiorców polega na tym, że chcą zrobić z zespołu samoorganizację bez wcześniejszego przygotowania ludzi i bez zmiany siebie. Grzegorz mówi wprost: na początku był szefem mocno autokratycznym, nastawionym na cel i komunikującym szybko, konkretnie, ale bez emocji. W takim modelu wszystko przechodzi przez jedną osobę. To działa tylko do momentu, w którym właściciel staje się zakładnikiem własnej firmy.

U niego ten przełom nie przyszedł w jeden dzień. Najpierw było lustro postawione przez zewnętrzną osobę, potem lata dojrzewania do większej autonomii zespołów, a dopiero później odważna decyzja o wejściu w samoorganizację. To ważna lekcja: samozarządzanie nie jest rewolucją, tylko ewolucją. Jeśli próbujesz przeskoczyć kilka etapów naraz, zwykle kończy się to frustracją.

W praktyce ta zmiana wymaga kilku rzeczy naraz:

  • zredukowania zależności zespołu od jednej osoby,
  • oddania ludziom realnej decyzyjności, a nie tylko zadań,
  • zbudowania jasnych zasad odpowiedzialności,
  • zaakceptowania, że część decyzji będzie po prostu inna niż twoja.

To ostatnie bywa najtrudniejsze. Nie dlatego, że zespół podejmuje złe decyzje. Często po prostu ma inny kontekst niż founder. Grzegorz mocno podkreśla, że problemem nie jest brak inteligencji zespołu, tylko brak kontekstu. Jeśli ludzie dostają pełniejszy obraz sytuacji, zaczynają podejmować lepsze decyzje niż właściciel zamknięty w swojej perspektywie.

Samozarządzanie w firmie zaczyna się od kontekstu, nie od procedur

To jeden z najmocniejszych wątków rozmowy. Wiele firm myśli, że wystarczy rozpisać procesy, KPI i zasady, a zespół sam stanie się odpowiedzialny. Tymczasem Grzegorz pokazuje coś odwrotnego: najpierw trzeba zbudować zaufanie, a dopiero potem dokładać narzędzia. Inaczej ludzie będą wykonywać polecenia albo unikać odpowiedzialności, ale nie będą współtworzyć firmy.

W Open Nexus ważnym krokiem było oddanie ludziom realnych uprawnień. Zespół zaczął wyceniać nowych pracowników, decydować o części wynagrodzeń, a nawet o zatrudnianiu i zwalnianiu. Wcześniej to wszystko było skupione na górze. Z zewnątrz może to wyglądać ryzykownie. W praktyce okazało się, że gdy zespół dostaje odpowiedni kontekst, działa dojrzalej niż w klasycznym modelu kontroli.

Właśnie dlatego samoorganizacja nie polega na tym, że „każdy robi, co chce”. Polega na tym, że ludzie wiedzą:

  • jaki jest cel,
  • jakie są granice decyzji,
  • za co odpowiadają,
  • kiedy konsultują, a kiedy decydują sami.

W odcinku pada też ważna uwaga o podejmowaniu decyzji w konsensusie. Nie chodzi o głosowanie, tylko o badanie sprzeciwów. Jeśli sprzeciw wobec rozwiązania jest zbyt duży, decyzja nie jest gotowa. To praktyczna zasada, która pomaga uniknąć sytuacji, w której decyzja jest „formalnie podjęta”, ale nikt nie chce jej dowozić.

To dobry moment, żeby zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy w twojej firmie ludzie mają decyzje, czy tylko obowiązki? Bo to nie to samo. Jeśli decyzyjność jest tylko na papierze, to nie ma samoorganizacji. Jest tylko ładnie opakowana hierarchia.

DSS#41

W połowie rozmowy pojawia się bardzo praktyczny wątek: jak firma ustawia decyzje, wynagrodzenia i odpowiedzialność, żeby nie skończyć w chaosie. Jeśli właśnie tego szukasz, to warto wrócić do odcinka i usłyszeć przykład z Open Nexus w pełnym kontekście.

Posłuchaj odcinka DSS#41 na YouTube →

Dlaczego właściciel firmy staje się jej więźniem

Grzegorz bardzo uczciwie opowiada o momencie, w którym jego firma zaczęła go przerastać. 80 procent przychodów pochodziło z jego własnej sprzedaży, nie było inwestora, nie było bufora, nie było dnia wolnego. To klasyczny scenariusz: właściciel staje się jednocześnie sprzedawcą, strategiem, ratownikiem i ostatnią instancją decyzyjną.

W takim modelu firma niby rośnie, ale tak naprawdę rośnie zależność od jednego człowieka. I właśnie tu zaczyna się więzienie. Z zewnątrz wygląda to jak sukces: przychody są, firma działa, pracownicy mają pensje. Od środka często jest ciągłe napięcie, brak oddechu i poczucie, że bez ciebie wszystko się rozsypie.

To dlatego tak ważne jest pytanie nie tylko o to, ile firma zarabia, ale też co się z nią stanie, kiedy znikniesz na tydzień, miesiąc albo kwartał. Jeśli odpowiedź brzmi: „nie da rady”, to nie jest jeszcze firma skalowalna. To jest przedsiębiorca w trybie permanentnego dyżuru.

W rozmowie pojawia się też bardzo praktyczny wniosek: właściciel nie musi być najlepszy we wszystkim. Często jest po prostu osobą z największym kontekstem. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie chce już tego kontekstu oddać. Wtedy zespół nie rośnie, bo wszystko czeka na decyzję z góry. A przecież prawdziwa wartość organizacji powstaje tam, gdzie jest wiedza operacyjna i ekspercka.

Najtrudniej oddać nie decyzje, tylko ego

Jednym z najbardziej szczerych momentów odcinka jest ten, w którym Grzegorz mówi o własnym ego. Przyznaje, że przedsiębiorca potrzebuje ego, bo ono napędza do działania. Ale jeśli nie ma równowagi, to ego robi z firmy prywatne centrum wszechświata. Właściciel chce wiedzieć wszystko, decydować o wszystkim i być potrzebny w każdym miejscu. Efekt? Firma nie rośnie w niezależność.

To właśnie tutaj przejście do samoorganizacji jest najbardziej wymagające. Bo nie chodzi tylko o procesy. Chodzi o zrezygnowanie z poczucia, że tylko ty potrafisz to dobrze zrobić. Grzegorz podkreśla, że miał momenty, kiedy musiał sobie zbudować wizję siebie po zmianie: kim będę, kiedy firma nie będzie już potrzebowała mnie w takim samym stopniu?

To pytanie warto zadać sobie już dziś. Nie wtedy, gdy jesteś wypalony, tylko zanim oddasz firmę komuś innemu albo zanim sama firma cię zmusi do zatrzymania. Bo jeśli cały sens twojej pracy opiera się na tym, że jesteś niezastąpiony, to masz problem. I to nie biznesowy, tylko osobisty.

W tym miejscu mocno wybrzmiewa też kwestia emocji. Grzegorz mówi, że długo nie nazywał emocji i miał ten obszar wyłączony. A przecież bez emocji nie da się budować relacji, a bez relacji nie da się budować samozarządzania. To ważne, bo wiele osób w biznesie próbuje udawać, że decyzje są wyłącznie racjonalne. W praktyce najpierw decydujemy emocjonalnie, a dopiero potem dorabiamy argumenty.

Jak wdrażać samoorganizację bez udawania, że wszystko już działa

Największa pułapka to wdrażanie samoorganizacji „na skróty”. Na przykład: likwidujemy szefa, ale nie budujemy odpowiedzialności. Albo dajemy wolność, ale nie ustalamy zasad. Albo wprowadzamy piękne wartości, ale firma nie dowozi wyniku. Grzegorz bardzo dobrze pokazuje, że potrzebny jest balans między wolnością a odpowiedzialnością.

W Open Nexus pojawiły się też konkretne narzędzia: kręgi, OKR-y, jawność wynagrodzeń, możliwość współdecydowania o zatrudnieniu. Ale te narzędzia mają sens tylko wtedy, gdy stoją za nimi dojrzałość i zaufanie. Inaczej staną się kolejną warstwą administracji.

Jeśli myślisz o takim modelu u siebie, zacznij od prostych kroków:

  • sprawdź, które decyzje naprawdę muszą przechodzić przez ciebie,
  • ustal, jakie informacje zespół powinien mieć, żeby decydować lepiej,
  • zobacz, gdzie blokuje cię własna potrzeba kontroli,
  • oddawaj odpowiedzialność stopniowo, a nie jednorazowo,
  • rozmawiaj o potrzebach, nie tylko o problemach.

Właśnie ten ostatni punkt jest kluczowy. Jeśli w zespole mówicie tylko o bólu, a nie o potrzebach, to łatwo wpaść w konflikt, w którym każda strona broni swojego stanowiska. Dopiero potrzeby otwierają drogę do rozwiązania.

Samozarządzanie nie jest modne. Jest wymagające. Ale jeśli chcesz zbudować firmę, która nie potrzebuje cię przy każdym ruchu, to nie ma innej drogi niż stopniowe oddawanie sprawczości ludziom.

Okładka książki „Firma bez szefa” – Grzegorz Klimarczyk

Jeśli chcesz wyjść z roli wąskiego gardła, sięgnij po ten praktyczny przewodnik. To dobry kolejny krok, by wdrażać samoorganizację mądrze, a nie na skróty.

Kup książkę „Firma bez szefa” →

Na końcu zostaje najważniejsze pytanie: czy chcesz mieć firmę, która wszystko przechodzi przez ciebie, czy firmę, która umie działać bez twojej ciągłej obecności? Odcinek z Grzegorzem Klimarczykiem pokazuje, że druga opcja jest możliwa, ale nie dzieje się sama. Trzeba ją świadomie zbudować.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda ta droga w praktyce, wróć do pełnej rozmowy i przesłuchaj odcinek DSS#41 na YouTube. Tam jest jeszcze więcej kontekstu, przykładów i trudnych pytań, które każdy właściciel firmy powinien sobie zadać.