
Jeśli w twojej firmie większość decyzji wciąż zatrzymuje się na tobie, ta książka pokazuje, jak wyjść z roli wąskiego gardła. To sprawdzony model przejścia od hierarchii do autonomii i odpowiedzialności.
Kup książkę „Firma bez szefa” →Artykuły na blogu Druga Strona Sukcesu powstają z tematów poruszanych w podcaście — a ten odcinek dobrze pokazuje jedną z najczęstszych pułapek przedsiębiorcy: im więcej decyzji bierzesz na siebie, tym bardziej sam stajesz się hamulcem własnej firmy.
Grzegorz Klimarczyk mówi o tym bez pudrowania. Firma bez szefa nie zaczyna się od modnego hasła, tylko od bardzo niewygodnego pytania: co w twojej firmie nie dzieje się bez ciebie? Jeśli odpowiedź brzmi „prawie wszystko”, to nie jest to powód do dumy. To sygnał, że firma jest zbudowana wokół jednego człowieka, a nie wokół systemu.
To ważne rozróżnienie. Właściciel na początku zwykle musi być wszędzie: sprzedawać, doglądać operacji, pilnować finansów, rozwiązywać konflikty. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten stan trwa latami. Wtedy „zaangażowany founder” zamienia się w wąskie gardło. Każda decyzja czeka na akcept, każdy większy ruch wymaga jego głowy, a zespół zamiast działać, zaczyna pytać. I właśnie wtedy firma zwalnia.
Wąskie gardło w firmie nie bierze się z lenistwa zespołu
To jedna z najcenniejszych rzeczy, które wybrzmiewają w rozmowie: problemem nie jest zwykle to, że ludzie „nie chcą brać odpowiedzialności”. Często problemem jest to, że nie dostali do tego warunków. Klimarczyk bardzo mocno podkreśla, że gdy przez lata funkcjonuje się w modelu nakazowym, to później trudno oczekiwać od ludzi, że nagle sami zaczną podejmować dobre decyzje.
Innymi słowy: jeśli cała firma była uczona, że prezes wie lepiej, to zespół będzie się zachowywał dokładnie tak, jak go nauczono. Będzie czekał. Będzie pytał. Będzie szukał bezpiecznej odpowiedzi zamiast brać odpowiedzialność. I to nie jest „wina ludzi”. To jest efekt systemu.
Grzegorz opowiada, że u niego zmiana nie przyszła jednym ruchem. Najpierw był bardzo autokratyczny, nastawiony na wynik, bez przyjmowania feedbacku. Dopiero gdy zobaczył, jak ten model wpływa na niego i na ludzi, zaczął zmieniać siebie. To ważna lekcja: jeśli chcesz przestać być wąskim gardłem, nie zaczynasz od hasła „od dziś zespół ma działać sam”. Zaczynasz od pytania, jakiego zachowania od lat uczyłeś firmę.
Najbardziej praktyczny wniosek jest prosty:
- jeśli ludzie pytają o wszystko, sprawdź, czy naprawdę mogą decydować;
- jeśli boją się ryzyka, sprawdź, czy mają kontekst do decyzji;
- jeśli nie biorą odpowiedzialności, sprawdź, czy wcześniej w ogóle mieli na to przestrzeń;
- jeśli firma stoi bez ciebie, to nie „dzielisz się zbyt mało”, tylko budujesz zbyt centralnie.
Samozarządzanie zaczyna się od kontekstu, nie od chaosu
W rozmowie pada bardzo ważne rozróżnienie między samoorganizacją a samozarządzaniem. To nie jest semantyczna zabawa. To są dwa różne poziomy dojrzałości firmy. Samoorganizacja oznacza, że zespół układa się wokół celu, ale sam cel może być jeszcze narzucony z góry. Samozarządzanie idzie krok dalej: zespoły współtworzą strategię, aktualizują ją i same potrafią definiować cele oraz sposób ich realizacji.
Brzmi idealnie? Owszem. Ale Grzegorz nie udaje, że to proste. Wręcz przeciwnie — mówi wprost o błędach, o zbyt szybkim wrzucaniu ludzi „na głęboką wodę” i o tym, że zaufanie trzeba budować etapami. Jednym z mocniejszych momentów jest opis, jak firma zlikwidowała prowizje sprzedażowe, wprowadziła jawność wynagrodzeń i przekazała zespołom realną decyzyjność, także w kwestiach zatrudniania i zwalniania.
Klucz nie polega jednak na tym, żeby wszystkim dać pełną swobodę „bo tak”. Klucz polega na tym, żeby każdy miał kontekst do decyzji. Klimarczyk mówi bardzo trafnie: founder często widzi więcej z lotu ptaka, ale jeśli zespół dostanie odpowiednie informacje, to na swoim obszarze może podejmować lepsze decyzje niż właściciel. Nie dlatego, że jest mądrzejszy. Dlatego, że zna detal i ma odpowiedzialność za wynik.
To jest jedna z najważniejszych zmian mentalnych dla przedsiębiorcy:
- nie chodzi o to, żeby oddać wszystko;
- chodzi o to, żeby oddać decyzje tam, gdzie jest wiedza;
- nie chodzi o anarchię;
- chodzi o wolność połączoną z odpowiedzialnością.
Właśnie dlatego tak dużo mówi się w odcinku o kręgach, OKR-ach i procesie decyzyjnym. To nie są ozdobniki. To są narzędzia, które mają pomóc firmie przestać kręcić się wokół jednej osoby. Więcej przykładów tego, jak to działa w praktyce, znajdziesz w samym odcinku — i warto tam zajrzeć, bo tam pada też sporo bardzo konkretnych sytuacji z życia Open Nexus.
Jeśli interesuje Cię praktyczna strona oddawania decyzji zespołowi, ten moment odcinka jest szczególnie ważny. Grzegorz mówi tam m.in. o kontekstach, zaufaniu i o tym, dlaczego szef często nie traci kontroli, tylko wreszcie przestaje blokować firmę.
Posłuchaj odcinka DSS#41 na YouTube →Największy błąd właściciela: mylić bycie potrzebnym z byciem skutecznym
To chyba sedno całej rozmowy. Właściciel, który zna firmę od podszewki, często czuje się niezbędny. I przez długi czas rzeczywiście jest. Zna procesy, klientów, historię decyzji, zna ludzi. Tyle że ten sam człowiek z czasem staje się osobą, przez którą wszystko przechodzi. A wtedy każda minuta jego niedostępności kosztuje firmę czas, energię i pieniądze.
Grzegorz opowiada, że u niego przez pewien czas nawet 80% przychodów było generowane przez jego własną sprzedaż. Nie dało się wziąć wolnego dnia bez ryzyka, że firma nie dowiezie pensji. To nie jest romantyczna opowieść o przedsiębiorczości. To jest obraz firmy, która zbyt mocno opiera się na jednym człowieku. I właśnie z takiego miejsca trzeba wyjść, jeśli celem jest organizacja bez szefa.
Najciekawsze jest to, że w pewnym momencie founder może być jednocześnie najmocniejszym i najsłabszym ogniwem. Najmocniejszym, bo wszystko umie. Najsłabszym, bo wszystko zatrzymuje. I tu pojawia się trudne pytanie: czy naprawdę rozwijasz firmę, czy tylko powiększasz zakres własnego przeciążenia?
W odcinku pada też ważna obserwacja o decyzjach: właściciel nie zawsze podejmuje lepsze decyzje, tylko podejmuje je z innego poziomu informacji. Jeśli ten sam poziom informacji dostanie zespół, decyzje mogą być równie dobre albo lepsze. Z tego wynika prosta praktyka: zamiast pytać „kto tu ma ostatnie słowo?”, lepiej pytać „kto ma najlepszy kontekst do tej decyzji?”.
Dlaczego wąskie gardło to też temat emocji, ego i odpowiedzialności
Rozmowa z Grzegorzem Klimarczykiem nie jest tylko o strukturach organizacyjnych. Bardzo mocno wybrzmiewa w niej temat ego. I dobrze, bo to często pomijany element całej układanki. Właściciel firmy ma ego, bo bez niego trudno byłoby budować coś od zera. Ale to samo ego może później blokować oddanie decyzyjności.
Grzegorz mówi wprost: to stała praca. Nie ma momentu, w którym „już się udało i problem z głowy”. Są tylko kolejne etapy, kolejne kryzysy i kolejne momenty, w których trzeba wybierać między kontrolą a zaufaniem. I właśnie dlatego właściciele firm często wpadają w pułapkę: z jednej strony chcą firmy niezależnej od siebie, z drugiej boją się, że bez nich straci ona kierunek albo sens.
Do tego dochodzi drugi poziom: emocje. W rozmowie bardzo mocno pada stwierdzenie, że w relacjach i w decyzjach nie da się funkcjonować bez emocji. To one uruchamiają działanie. To one pokazują, czy coś naprawdę nas obchodzi. Jeśli więc firma ma być mniej zależna od właściciela, trzeba nie tylko rozdzielić obowiązki. Trzeba też nauczyć się rozmawiać jak dorośli: o potrzebach, a nie tylko o bólach i pretensjach.
To w praktyce oznacza, że wąskie gardło nie znika od samej reorganizacji. Znika dopiero wtedy, gdy właściciel i zespół potrafią:
- mówić o potrzebach zamiast o emocjonalnych reakcjach;
- oddzielać odpowiedzialność od kontroli;
- przyjmować feedback bez obrony ego;
- budować rozwiązania wspólnie, a nie „z głowy szefa”.
Jak przestać być wąskim gardłem: nie szukaj jednej wielkiej decyzji
Największy błąd, jaki można popełnić po takim odcinku, to wyjść z myślą: „od jutra wprowadzam samozarządzanie”. To nie działa. Właściciel nie przestaje być wąskim gardłem, bo ma wielką wizję. Przestaje nim być, gdy konsekwentnie oddaje decyzje, buduje zaufanie i tworzy jasne reguły gry.
Jeśli chcesz zacząć od czegoś konkretnego, zacznij od tych pytań:
- Które decyzje naprawdę muszą przechodzić przez mnie?
- Gdzie zespół czeka na moją zgodę tylko dlatego, że tak go nauczyłem?
- Jakie informacje muszą mieć ludzie, żeby podejmować lepsze decyzje?
- Co w mojej firmie nadal jest „na mojej głowie”, choć powinno być w roli, procesie albo kręgu?
- Czego bardziej się boję: błędu zespołu czy utraty własnej kontroli?
Jeżeli odpowiesz uczciwie, szybko zobaczysz, gdzie naprawdę jest wąskie gardło. Czasem będzie nim brak procesu. Czasem brak zaufania. Czasem sam właściciel. I to jest dobra wiadomość — bo jeśli wąskie gardło ma nazwę, można z nim pracować.
W odcinku DSS#41 Grzegorz Klimarczyk pokazuje, że firma bez szefa nie jest mitem ani modą. To długi proces, pełen błędów, napięć, rozstań i trudnych decyzji. Ale też proces, który może dać właścicielowi coś bardzo ważnego: odzyskanie wolności. Nie tej pozornej, z pełnym kalendarzem i głową w firmie 24/7. Tylko prawdziwej — kiedy biznes działa nie dlatego, że wszystko trzymasz, ale dlatego, że nauczyłeś ludzi działać razem.

Gdy firma nie działa bez właściciela, problemem zwykle nie są ludzie, tylko system. Sięgnij po tę książkę, jeśli chcesz oddać decyzje zespołowi i wdrożyć to krok po kroku na konkretnych zasadach.
Kup książkę „Firma bez szefa” →