DSS#12

Ten artykuł jest inspirowany rozmową z podcastu „Druga Strona Sukcesu”. Jeśli chcesz usłyszeć pełny kontekst i więcej praktycznych przykładów z eventów, zacznij od odcinka DSS#12.

Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →

Na evencie nie wygrywa ten, kto mówi najgłośniej. Wygrywa ten, kogo da się zapamiętać bez poczucia, że właśnie dostało się pięciominutową reklamę.

To ważne, bo autoprezentacja często jest rozumiana źle. Albo wchodzimy w tryb „sprzedam siebie za wszelką cenę”, albo przeciwnie — mówimy o sobie tak ogólnie, że nikt nie ma pojęcia, po co w ogóle do nas wrócić.

W rozmowie DSS#12 Michał Domański bardzo dobrze rozbraja ten problem: pokazuje, że dobra autoprezentacja nie polega na autopromocji, tylko na ustawieniu właściwego kontekstu. Masz powiedzieć tyle, żeby druga strona wiedziała, kim jesteś, co robisz i czy w ogóle warto iść z Tobą dalej w rozmowę. Reszta przychodzi później.

Jak mówić o sobie na evencie, żeby nie przesadzić z autopromocją

Największy błąd? Wchodzić w długi monolog o całym swoim życiu zawodowym. Michał mówi wprost: nie chodzi o to, żeby opowiadać wszystko. Chodzi o to, żeby podać punkt zaczepienia, który pasuje do sytuacji.

Jeśli jesteś na konferencji o AI, to nie musisz zaczynać od doktoratu, fundacji, konsultingu, Community i wszystkich pobocznych aktywności. Wystarczy wersja dopasowana do kontekstu. W rozmowie pada bardzo sensowna zasada: ludzie potrzebują etykiety. Nie dlatego, że są powierzchowni, tylko dlatego, że chcą szybko zrozumieć, z kim mają do czynienia.

To oznacza, że Twoja autoprezentacja powinna być:

  • krótka — bez rozlewania się na pół minutnika;
  • relewantna — związana z miejscem, w którym jesteś;
  • czytelna — tak, by rozmówca mógł od razu zareagować;
  • otwierająca — zostawiająca przestrzeń na pytania.

Praktyka? Zamiast mówić: „robię dużo rzeczy w biznesie, szkoleniach i rozwoju”, lepiej powiedzieć: „pomagam firmom i organizatorom wydarzeń prowadzić networking tak, żeby był naturalny i dawał realne kontakty”. To jedno zdanie mówi więcej niż trzy minuty tłumaczenia się z własnej ścieżki.

Właśnie o to chodzi: nie sprzedawać siebie na siłę, tylko dać rozmówcy prostą odpowiedź na pytanie: „czy to jest ktoś, z kim chcę dalej rozmawiać?”.

Najpierw kontekst, potem autoprezentacja. Inaczej brzmisz jak ulotka

W odcinku mocno wybrzmiewa jeszcze jedna rzecz: dobra autoprezentacja nie jest startem rozmowy, tylko odpowiedzią na to, co się już wydarzyło. Michał bardzo mocno podkreśla słuchanie, zadawanie pytań i dopiero potem opowiadanie o sobie.

To ważna różnica. Jeśli podchodzisz do kogoś i od razu zaczynasz od „ja to, ja tamto, ja robię, ja znam, ja prowadzę”, rozmówca ma dwa wyjścia: wyłączyć się albo uprzejmie wytrzymać. Żadne z nich nie buduje relacji.

Lepsza droga wygląda inaczej:

  • najpierw pytasz, czym druga osoba się zajmuje;
  • potem dopytujesz o szczegóły;
  • dopiero na końcu mówisz o sobie w kontekście tego, co usłyszałeś.

To działa, bo nie brzmisz jak ktoś, kto przyszedł „się pokazać”. Brzmisz jak ktoś, kto rozumie sytuację i umie się w niej odnaleźć. A to na eventach robi ogromną różnicę.

Michał daje też świetny przykład z facylitacji, gdzie zamiast klasycznego small talku ludzie mogą pokazać zdjęcie z telefonu i opowiedzieć historię z nim związaną. Dlaczego to działa? Bo rozmowa startuje od czegoś osobistego, a nie od wyświechtanego „i co tam?”. Z tego samego powodu autoprezentacja też powinna być ludzka, a nie wyuczona.

Jeśli chcesz zobaczyć więcej takich przykładów, w odcinku jest sporo sytuacji z konferencji, startupów i spotkań branżowych. Tam naprawdę dobrze widać, jak małe zmiany w sposobie mówienia robią dużą różnicę w odbiorze.

DSS#12

W połowie rozmowy pojawia się bardzo praktyczny wątek: jak przygotować krótkie „pze”, żeby mówić o sobie z sensem, a nie wylewać z siebie wszystkiego naraz. To jeden z najbardziej użytecznych fragmentów tego odcinka.

Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →

Jak przygotować autoprezentację przed eventem, żeby wejść pewnie

Wiele osób myśli, że autoprezentacja powstaje na miejscu, w stresie, między kawą a panelem. Michał pokazuje, że jest odwrotnie: najwięcej networkingu robi się przed wyjściem z domu.

To znaczy, że przed eventem warto sobie odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • po co tam idę;
  • jakie osoby chcę spotkać;
  • o czym chcę rozmawiać;
  • jakie jedno zdanie o sobie chcę mieć gotowe;
  • czy mam przygotowane notatki, wizytówki, QR kod lub inne narzędzie kontaktu.

Ta część jest szczególnie ważna dla introwertyków. Jeśli masz w głowie chaos, Twoja autoprezentacja też będzie chaotyczna. Jeśli masz plan, od razu mniej się spinasz. Nie chodzi o sztywność, tylko o punkt oparcia.

W odcinku Michał zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: notatnik kieszonkowy robi cuda. Nie telefon, nie szybkie wpisanie czegoś w aplikację, tylko zwykły notes. Dlaczego? Bo gdy wyciągasz telefon, druga osoba nie wie, czy ją słuchasz, czy właśnie odpisałeś komuś na Slacku. Notes komunikuje coś innego: „to, co mówisz, jest warte zapamiętania”.

To ma znaczenie także dla autoprezentacji. Jeżeli ktoś zada Ci pytanie o Ciebie, a Ty odpowiadasz konkretnie i bez rozgadania, od razu budujesz wrażenie osoby uporządkowanej. Nie musisz być błyskotliwy. Masz być czytelny.

Autoprezentacja bez spiny: co robić, a czego unikać na evencie

W rozmowie DSS#12 przewija się też bardzo praktyczna prawda: ludzie nie pamiętają idealnych formułek, tylko to, czy kontakt z Tobą był przyjemny, naturalny i sensowny. Dlatego autoprezentacja powinna wspierać relację, a nie ją zastępować.

Najlepiej działa, gdy:

  • mówisz krótko i konkretnie;
  • nie wciskasz całej oferty od pierwszego zdania;
  • dostosowujesz poziom szczegółu do sytuacji;
  • zostawiasz miejsce na pytania;
  • akceptujesz, że możesz zabrzmieć trochę niezręcznie.

To ostatnie jest szczególnie ważne. Michał mocno podkreśla, że dyskomfort jest częścią procesu. Nie każdy event będzie komfortowy, nie każda próba zagadania wyjdzie dobrze, nie każda autoprezentacja będzie idealna. I dobrze. Jeśli pozwalasz sobie na niedoskonałość, przestajesz spinać się na „perfekcyjną wersję siebie”, a zaczynasz działać jak człowiek.

W praktyce oznacza to też jedno: nie musisz „sprzedawać się” wszystkim. Czasem lepiej opowiedzieć o sobie na tyle, by druga strona poczuła, że warto wrócić. Czasem lepiej być pomocnym niż efektownym. Czasem lepiej posłuchać niż wyłożyć własny pitch.

To właśnie dlatego networking i autoprezentacja są tak blisko siebie. Dobra autoprezentacja nie ma zamykać rozmowy. Ma ją otwierać. Jeśli po Twoim przedstawieniu druga osoba chce dopytać, coś skojarzyć albo odnieść się do swoich doświadczeń, jesteś na dobrej drodze.

Po evencie też liczysz się Ty — czyli dlaczego follow-up domyka autoprezentację

Tu dochodzimy do fragmentu, o którym wiele osób zapomina: autoprezentacja nie kończy się w momencie, gdy się przedstawisz. Ona trwa dalej, w follow-upie.

Michał mówi bardzo wprost, że odezwanie się po spotkaniu jest absolutnie kluczowe. Większość ludzi tego nie robi, więc samo wysłanie wiadomości stawia Cię już wyżej niż średnia. Wystarczy krótka, konkretna wiadomość odnosząca się do tego, o czym rozmawialiście. Bez spamu, bez wciskania oferty, bez sztucznej uprzejmości.

Dobra wiadomość po evencie może brzmieć tak:

  • „Dzięki za rozmowę, wspominałeś o X — podrzucam materiał, który może Cię zainteresować”;
  • „Miło było pogadać o Y, jeśli będziesz chciał wrócić do tematu, daj znać”;
  • „Pamiętam, że mówiliśmy o Z — jeśli będę miał coś ciekawego, podeślę”.

To jest naturalne domknięcie autoprezentacji. Pokazujesz, że nie tylko umiesz mówić o sobie, ale też umiesz utrzymać kontakt bez presji. A to w biznesie działa mocniej niż jakikolwiek dopieszczony elevator pitch.

Właśnie dlatego warto myśleć o autoprezentacji nie jak o występie, tylko jak o pierwszym kroku w relacji. Jeżeli chcesz więcej kontekstu i konkretnych historii z eventów, w odcinku jest ich zdecydowanie więcej.

DSS#12

Jeśli chcesz zobaczyć, jak Michał Domański tłumaczy granicę między dobrą autoprezentacją a nachalną autopromocją, obejrzyj pełny odcinek. To solidna porcja praktyki dla każdego, kto bywa na eventach i chce mówić o sobie lepiej.

Posłuchaj odcinka DSS#12 na YouTube →

Jeśli więc następnym razem staniesz na evencie przed grupką ludzi, nie próbuj ich olśnić. Po prostu powiedz o sobie tyle, ile trzeba, posłuchaj uważnie i zostaw po sobie sensowny ślad. Reszta zbuduje się później.

Chcesz więcej przykładów i praktycznych wskazówek? Odsłuchaj pełny odcinek podcastu „Druga Strona Sukcesu”.